Ona była jakaś inna, jakby nie była człowiekiem, albo była nie tym rodzajem człowieka jaki do tej pory poznałem. Nie pamiętam, by ktokolwiek chciał, bym pokazał mu jak słuchać drzew. Zawsze uważałem, że ludzie nie rozumieją druidów, a druidzi ludzi i to się sprawdzało, ale teraz nie miałem pojęcia co myśleć. Nie było w niej nic niezwykłego, no właśnie, spojrzałem jeszcze raz na nią i zorientowałem się, że ma nietypowe oczy, jakbym je już gdzieś widział, ale nie miałem pojęcia gdzie. Przysiadłem pod drzewem i spojrzałem na niebo, wielkimi krokami zbliżało się południe. Dziewczyna nie odrywała ode mnie wzroku, tak samo jak ja od niej. Miałem wrażenie, że intryguję ją tak samo mocno jak ona mnie.
–Jeśli chcesz mogę Cię nauczyć wsłuchiwać się w las, ale nauka będzie długa –powiedziałem z uśmiechem na twarzy. I tak nie miałem póki co żadnych placów na dalszą podróż, wiec nie było powodu, by nie poświęcić temu trochę czasu.
Usiadłem pod drzewem i przejechałem ręką po chropowatej powierzchni jego korzenia. Wszędzie wokoło rósł mech, z pomiędzy którego przebijały się drobne kępki trawy. Czekając na decyzję dziewczyny, ponownie się w nie wsłuchałem. Zupełnie straciłem kontakt ze światem zewnętrznym, gdy rozpocząłem swoją rozmowę z drzewem. To było niesamowite uczucie. Pamiętałem jeszcze, jak się uczyłem, by móc to kiedyś wykorzystywać. To były lekcje, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Powoli przejechałem ręką po korze drzewa w górę. Robiłem to oczywiście całkowicie nieświadomie, ale tego właśnie wymagała czynność, którą wykonywałem. Cały czas czułem na sobie czyjś wzrok. Gdybym nie wiedział kto to jest, zapewne uciekłbym do lasu. Uznałem, ze jej nie muszę się obawiać, więc tego nie zrobiłem. Całkowicie oddałem się słuchaniu drzewa i pogrążaniu we własnych myślach.
<Cassandra?>
niedziela, 15 czerwca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
Od Eilistraee C.D Caspaina
Ta kobieta, matka chłopca. Poczuła bolesne ukłucie. Ona miała dziecko, kimkolwiek była. Kapłanka swoje straciła bezpowrotnie.
Niedługo później znajdowała się już na dziedzińcu zamku w Tourine. Zeskoczyła z konia. Któryś ze stajennych odebrał od niej wodze i zaprowadził ogiera do stajni. Ona sama w towarzystwie służki ruszyła do wyznaczonej jej komnaty. Poprosiła o przygotowanie jej łaźni. Zapach ryb obrzydzał ją i przy okazji ludzi wokół.
Z westchnieniem ulgi zamoczyła swoje ciało w gorącej wodzie. Tego było jej trzeba. Kąpieli z dala od Domu, z dala od ludzi. Pachnącej kwiatowymi olejkami.
Niedługo później znajdowała się już na dziedzińcu zamku w Tourine. Zeskoczyła z konia. Któryś ze stajennych odebrał od niej wodze i zaprowadził ogiera do stajni. Ona sama w towarzystwie służki ruszyła do wyznaczonej jej komnaty. Poprosiła o przygotowanie jej łaźni. Zapach ryb obrzydzał ją i przy okazji ludzi wokół.
Z westchnieniem ulgi zamoczyła swoje ciało w gorącej wodzie. Tego było jej trzeba. Kąpieli z dala od Domu, z dala od ludzi. Pachnącej kwiatowymi olejkami.
***
Była Christą. Christą w spodniach do jazdy, lnianej koszuli, jeździeckich butach i warkoczu. Ale nie mogła zapomnieć o kapłaństwie. Wiedziała, że nie lubił Eilistraee. Raz nie zaszkodzi ubrać się tak jak ona.
Nałożyła na głowę ostatni element stroju - przepiękną, wyszywaną złotą nicią i zdobioną kamieniami szlachetnymi chustę. Tak właśnie wyglądał jej ubiór na kolację dziś wieczorem. Góra złoto-granatowa. Krótka, tak by było widać zdobiony tatuażem z henny brzuch. Długa, sięgająca ziemi spódnica. Złoto i granat, kolory Domu. Oprócz tego sporo biżuterii. Ale to włosy miały budzić podziw - splecione w warkocz, oplecione wokół głowy. Ozdobione przepięknymi spinkami. Kamień, znak szczebla kapłaństwa, połyskiwał na jej dekolcie. Była gotowa.
Weszła do sali w której odbywała się kolacja. Mnóstwo ludzi. Nie musiała wysilić się zbytnio aby go dojrzeć. Chciała podejść ale coś ją zatrzymało. Czyjaś mała rączka trzymała jej spódnicę. Odwróciła się gwałtownie.
-Caylo-pochyliła się nad rudowłosym chłopcem.-Coś się stało?
Pokręcił przecząco głową, roześmiany.
-Pochodzisz z Południa-zaczął nieskrępowany niczym. Za to ceniła dzieci, za prawdomówność, niewinność.-Opowiesz mi o nim?
Pytanie z lekka ją zdziwiło ale nie widziała przeszkód by nie opowiedzieć mu o jej rodzimych stronach. Potaknęła. Chłopiec chwycił jej dłoń. Wyszli do ogrodu znajdującego się za zamkiem.
Opowiadała mu o wszystkim. O lazurowych wodach morza, jezior i rzek. O ciepłych, złotych piaskach, przepięknych, orientalnych pałacach. Egzotycznych zwierzętach i owocach. Dzikich koniach. Różanych ogrodach. Oazach. Wystawnych przyjęciach i potężnej niegdyś armii.
Caylo zaczął słaniać się na nogach, zmęczony. Bez wahania wzięła go na ręce. Usiadła w najbliższej altanie. Okryła go swoją chustą.
Podniosła wzrok słysząc cichy szmer. Caspain przyglądał się jej z zaciekawieniem. Niecodziennym widokiem była kapłanka ze śpiącym dzieckiem na kolanach.
<Caspain? Elka fell in love <3 XD>
-Caylo-pochyliła się nad rudowłosym chłopcem.-Coś się stało?
Pokręcił przecząco głową, roześmiany.
-Pochodzisz z Południa-zaczął nieskrępowany niczym. Za to ceniła dzieci, za prawdomówność, niewinność.-Opowiesz mi o nim?
Pytanie z lekka ją zdziwiło ale nie widziała przeszkód by nie opowiedzieć mu o jej rodzimych stronach. Potaknęła. Chłopiec chwycił jej dłoń. Wyszli do ogrodu znajdującego się za zamkiem.
Opowiadała mu o wszystkim. O lazurowych wodach morza, jezior i rzek. O ciepłych, złotych piaskach, przepięknych, orientalnych pałacach. Egzotycznych zwierzętach i owocach. Dzikich koniach. Różanych ogrodach. Oazach. Wystawnych przyjęciach i potężnej niegdyś armii.
Caylo zaczął słaniać się na nogach, zmęczony. Bez wahania wzięła go na ręce. Usiadła w najbliższej altanie. Okryła go swoją chustą.
Podniosła wzrok słysząc cichy szmer. Caspain przyglądał się jej z zaciekawieniem. Niecodziennym widokiem była kapłanka ze śpiącym dzieckiem na kolanach.
<Caspain? Elka fell in love <3 XD>
Od Caspaina C.D Eilistraee
Podniosłem wzrok znad synka. Christa wydała mi się jeszcze piękniejsza, niż wtedy, gdy widziałem ją po raz ostatni. Cały świat wydawał się być piękniejszym miejscem. Wstałem, biorąc Cayla na ręce.
- Christo - uśmiechnąłem się łagodnie. W oczach kobiety pojawił się błysk zaskoczenia. Prawdopodobnie, nawet nie przypuszczała, że jestem w stanie być taki.. Opanowany, spokojny. To mogło jeszcze bardziej przerażać niż mój gniew. - Witamy w Tourine. Cieszę się, że przybyłaś.
- Tato, co to jest za pani? - Caylo wtulił się w moją szyję. Ciałem Christy wstrząsnął dreszcz. 'Tato'.
- Przedstawiam Ci moją przyjaciółkę, Christę - postawiłem chłopca na ziemi. Chwycił mnie za rękę. - Christo, poznaj mojego syna, Cayla Valrisa, Pierwszego tego imienia, dziedzica Tourine.
- Mój Lordzie - pokłoniła się przed malcem. Caylo wyprostował się dumnie, jakby chciał zaprezentować swoją wyższość, jednak już po chwili nie wytrzymał i roześmiał się. Podbiegł do Enny, aby schować się w jej ramionach.
- Moja faworyta, Enna - od razu zauważyłem, że wzrok Christy powędrował w stronę mojej kochanki. Przemilczała.
- Nie chcę przeszkadzać w rodzinnym spotkaniu - odezwała się w końcu Christa, dotykając szyi swojego wierzchowca. - Udam się do miasta, na spoczynek.
- Nie ma potrzeby, byś kwaterowała się w mieście. Jedź prosto na zamek. Spodziewam się Ciebie na dzisiejszej kolacji - ton mojego głosu znów brzmiał jak ten, który nie znosi sprzeciwu. Christa skinęła głową, wspięła się na konia i ruszyła w stronę Tourine.
- To ona, prawda? - Enna oparła się o mój obnażony tors. - Kapłanka z Asshai.
- Tak - przyznałem. - Słynna Eilistraee, białowłosa kapłanka.
- Kolejna, która nie będzie mnie tolerować - zauważyła z rozbawieniem kobieta. Musnąłem ustami jej ramię.
- Nie znam osoby, która Cię akceptuje, Enno. Ale.. Mam do głęboko w dupie - wyszeptałem brance do ucha, pilnując, by Caylo niczego nie usłyszał. Enna zaśmiała się i przyciągnęła do siebie rudowłosego chłopczyka. Odgarnęła mu niesforne kosmyki z czoła.
- Mój mały Lord - pocałowała wystający nosek Cayla. Mały wyrwał się z jej uścisku i chwycił za drewniany patyk.
- Tato, broń się! - krzyknął i wyprowadził cios. Dość nieudolnie, przewidywalnie, ale z pazurem i błyskiem w oku. Niczym ja w jego wieku. Z tą różnicą, że on lubił się w ten sposób bawić, a mi sprawiało to chorą satysfakcję. Uniosłem kąciki ust, wziąłem drugi patyk i wstałem z ziemi.
(Christa? Idź, przyjaźnij się z moim słodziaczkiem <3)
- Christo - uśmiechnąłem się łagodnie. W oczach kobiety pojawił się błysk zaskoczenia. Prawdopodobnie, nawet nie przypuszczała, że jestem w stanie być taki.. Opanowany, spokojny. To mogło jeszcze bardziej przerażać niż mój gniew. - Witamy w Tourine. Cieszę się, że przybyłaś.
- Tato, co to jest za pani? - Caylo wtulił się w moją szyję. Ciałem Christy wstrząsnął dreszcz. 'Tato'.
- Przedstawiam Ci moją przyjaciółkę, Christę - postawiłem chłopca na ziemi. Chwycił mnie za rękę. - Christo, poznaj mojego syna, Cayla Valrisa, Pierwszego tego imienia, dziedzica Tourine.
- Mój Lordzie - pokłoniła się przed malcem. Caylo wyprostował się dumnie, jakby chciał zaprezentować swoją wyższość, jednak już po chwili nie wytrzymał i roześmiał się. Podbiegł do Enny, aby schować się w jej ramionach.
- Moja faworyta, Enna - od razu zauważyłem, że wzrok Christy powędrował w stronę mojej kochanki. Przemilczała.
- Nie chcę przeszkadzać w rodzinnym spotkaniu - odezwała się w końcu Christa, dotykając szyi swojego wierzchowca. - Udam się do miasta, na spoczynek.
- Nie ma potrzeby, byś kwaterowała się w mieście. Jedź prosto na zamek. Spodziewam się Ciebie na dzisiejszej kolacji - ton mojego głosu znów brzmiał jak ten, który nie znosi sprzeciwu. Christa skinęła głową, wspięła się na konia i ruszyła w stronę Tourine.
- To ona, prawda? - Enna oparła się o mój obnażony tors. - Kapłanka z Asshai.
- Tak - przyznałem. - Słynna Eilistraee, białowłosa kapłanka.
- Kolejna, która nie będzie mnie tolerować - zauważyła z rozbawieniem kobieta. Musnąłem ustami jej ramię.
- Nie znam osoby, która Cię akceptuje, Enno. Ale.. Mam do głęboko w dupie - wyszeptałem brance do ucha, pilnując, by Caylo niczego nie usłyszał. Enna zaśmiała się i przyciągnęła do siebie rudowłosego chłopczyka. Odgarnęła mu niesforne kosmyki z czoła.
- Mój mały Lord - pocałowała wystający nosek Cayla. Mały wyrwał się z jej uścisku i chwycił za drewniany patyk.
- Tato, broń się! - krzyknął i wyprowadził cios. Dość nieudolnie, przewidywalnie, ale z pazurem i błyskiem w oku. Niczym ja w jego wieku. Z tą różnicą, że on lubił się w ten sposób bawić, a mi sprawiało to chorą satysfakcję. Uniosłem kąciki ust, wziąłem drugi patyk i wstałem z ziemi.
(Christa? Idź, przyjaźnij się z moim słodziaczkiem <3)
środa, 11 czerwca 2014
Od Eilistraee C.D Caspaina
Nie chciała tu być. Niczym ptak w klatce. Śmierdzącej, brudnej, ciasnej, pełnej młodych, zawistnych kobiet które najchętniej wbiłyby jej nóż w plecy tylko po to aby przespać się w wyścielonym atłasem łożu dla Matki. Z czasem zaczęła im nawet z lekka współczuć.
Kruk. Przyleciał, z wiadomością dla niej. Z jego herbem. Otworzyła go, niemalże rozszarpując cienki pergamin. Ogień chroni lepiej. Wiedziała.
***
-Janyce.-westchnęła ciężko zwracając się do rozczesującej jej włosy kobiety.-Muszę wracać.
Szczotka wypadła jej z ręki i upadła na posadzkę, odbijając się i tworząc tym samym spore echo. Niebieskowłosa położyła jej dłoń na ramieniu.
-Nie możesz.-w jej głosie słyszała przerażenie.-Wiesz jakie konsekwencje poniesiesz gdy ludzie Rada dowie się, że Matka uciekła?
-Niewyobrażalne.-z goryczą potwórzyła słowa poprzedniej Matki, Mamehy.-Ale nikt nie powiedział, że mam zamiar uciec jako Matka, prawda?
***
Deszcz był niewiarygodnie silny. Właściwie to nie był deszcz - to była potężna burza. Nienawidziła rozświetlających niebo błyskawic, huku. Usiadła na oknie.
-Koń jest osiodłany?-spytała nieufnie. Janyce potaknęła. Teraz ona będzie Matką. Eilistraee nie wiedziała, przez jak długi czas - siedemnastolatka może nie dać rady. Nie okłamujmy się - ona nie pociągnie tu długo na takiej pozycji. Zeskoczyła nie zastanawiając się dłużej. Do portu nie było daleko. Pogalopowała w jego stronę. Nie miała na sobie szat - miała na swoje męskie ubranie do jazdy. Włosy splecione w warkocz. Żadnej biżuterii. Była Christą.
***
Nienawidziła podróży statkiem. Na domiar złego, trafiła jej się podróż małym, handlowym okrętem wśród zapasów ryb i mięsa. Obrzydliwe.
Jechała spokojnie lasem. Świt. Uwielbiała świt, światło dnia chociaż preferowała mrok. Przynosząca światło, wolała ciemność. Podniosła wzrok. Tourine. Wznosiło się nad nią, mimo wszystko gdzieś daleko, we mgle. Zrzuciła z siebie płaszcz. Nikt nie był w stanie zorientować się, że jest Eilistraee. Dała łydki ciemnogniademu ogierowi. Koń zarzucił łbem niezadowolony ale przyspieszył.
Około południa znalazła się na drodze centralnie do Tourine. Jej uwagę zwrócili ludzie. Uzbrojeni ludzie. Zobaczyła kobietę. Dziecko. Rudowłosego mężczynę. Dopiero po chwili zorientowała się kto znajduje się przed jej oczami. Ruszyła galopem w ich stronę. Nie podjechała jednak zbyt blisko. Zeskoczyła z konia i stanęła na środku polany, wśród pachnącego, kolorowego kwiecia.Warkocz swobodnie opadał na jej plecy, mokra koszula przylegała do ciała. Nie poruszyła się. Stała, obserwowała i uśmiechała się do Caspaina. Intrygowała ją mała istota obok niego. Kobieta nie była istotna. Rudy chłopiec musiał być dla niego kimś bardzo ważnym - przytulał go do siebie. Nigdy nie widziała by tak zachował się w stosunku do jakiegokolwiek dziecka. Być może spędzała z nim zbyt mało czasu i zbyt krótko go znała.
-Lordzie.-przemówiła spokojnie. Nie chciała zdradzać swojej tożsamości przy nieznajomej.-Wzywałeś mnie, prawda?
<Caspain? Każ jej wyjść XDXD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)