piątek, 13 czerwca 2014

Od Caspaina C.D Eilistraee

Podniosłem wzrok znad synka. Christa wydała mi się jeszcze piękniejsza, niż wtedy, gdy widziałem ją po raz ostatni. Cały świat wydawał się być piękniejszym miejscem. Wstałem, biorąc Cayla na ręce.
- Christo - uśmiechnąłem się łagodnie. W oczach kobiety pojawił się błysk zaskoczenia. Prawdopodobnie, nawet nie przypuszczała, że jestem w stanie być taki.. Opanowany, spokojny. To mogło jeszcze bardziej przerażać niż mój gniew. - Witamy w Tourine. Cieszę się, że przybyłaś.
- Tato, co to jest za pani? - Caylo wtulił się w moją szyję. Ciałem Christy wstrząsnął dreszcz. 'Tato'.
- Przedstawiam Ci moją przyjaciółkę, Christę - postawiłem chłopca na ziemi. Chwycił mnie za rękę. - Christo, poznaj mojego syna, Cayla Valrisa, Pierwszego tego imienia, dziedzica Tourine.
- Mój Lordzie - pokłoniła się przed malcem. Caylo wyprostował się dumnie, jakby chciał zaprezentować swoją wyższość, jednak już po chwili nie wytrzymał i roześmiał się. Podbiegł do Enny, aby schować się w jej ramionach.
- Moja faworyta, Enna - od razu zauważyłem, że wzrok Christy powędrował w stronę mojej kochanki. Przemilczała.
- Nie chcę przeszkadzać w rodzinnym spotkaniu - odezwała się w końcu Christa, dotykając szyi swojego wierzchowca. - Udam się do miasta, na spoczynek.
- Nie ma potrzeby, byś kwaterowała się w mieście. Jedź prosto na zamek. Spodziewam się Ciebie na dzisiejszej kolacji - ton mojego głosu znów brzmiał jak ten, który nie znosi sprzeciwu. Christa skinęła głową, wspięła się na konia i ruszyła w stronę Tourine.
- To ona, prawda? - Enna oparła się o mój obnażony tors. - Kapłanka z Asshai.
- Tak - przyznałem. - Słynna Eilistraee, białowłosa kapłanka.
- Kolejna, która nie będzie mnie tolerować - zauważyła z rozbawieniem kobieta. Musnąłem ustami jej ramię.
- Nie znam osoby, która Cię akceptuje, Enno. Ale.. Mam do głęboko w dupie - wyszeptałem brance do ucha, pilnując, by Caylo niczego nie usłyszał. Enna zaśmiała się i przyciągnęła do siebie rudowłosego chłopczyka. Odgarnęła mu niesforne kosmyki z czoła.
- Mój mały Lord - pocałowała wystający nosek Cayla. Mały wyrwał się z jej uścisku i chwycił za drewniany patyk.
- Tato, broń się! - krzyknął i wyprowadził cios. Dość nieudolnie, przewidywalnie, ale z pazurem i błyskiem w oku. Niczym ja w jego wieku. Z tą różnicą, że on lubił się w ten sposób bawić, a mi sprawiało to chorą satysfakcję. Uniosłem kąciki ust, wziąłem drugi patyk i wstałem z ziemi.
(Christa? Idź, przyjaźnij się z moim słodziaczkiem <3)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz