Podniosłem wzrok znad synka. Christa wydała mi się jeszcze piękniejsza, niż wtedy, gdy widziałem ją po raz ostatni. Cały świat wydawał się być piękniejszym miejscem. Wstałem, biorąc Cayla na ręce.
- Christo - uśmiechnąłem się łagodnie. W oczach kobiety pojawił się błysk zaskoczenia. Prawdopodobnie, nawet nie przypuszczała, że jestem w stanie być taki.. Opanowany, spokojny. To mogło jeszcze bardziej przerażać niż mój gniew. - Witamy w Tourine. Cieszę się, że przybyłaś.
- Tato, co to jest za pani? - Caylo wtulił się w moją szyję. Ciałem Christy wstrząsnął dreszcz. 'Tato'.
- Przedstawiam Ci moją przyjaciółkę, Christę - postawiłem chłopca na ziemi. Chwycił mnie za rękę. - Christo, poznaj mojego syna, Cayla Valrisa, Pierwszego tego imienia, dziedzica Tourine.
- Mój Lordzie - pokłoniła się przed malcem. Caylo wyprostował się dumnie, jakby chciał zaprezentować swoją wyższość, jednak już po chwili nie wytrzymał i roześmiał się. Podbiegł do Enny, aby schować się w jej ramionach.
- Moja faworyta, Enna - od razu zauważyłem, że wzrok Christy powędrował w stronę mojej kochanki. Przemilczała.
- Nie chcę przeszkadzać w rodzinnym spotkaniu - odezwała się w końcu Christa, dotykając szyi swojego wierzchowca. - Udam się do miasta, na spoczynek.
- Nie ma potrzeby, byś kwaterowała się w mieście. Jedź prosto na zamek. Spodziewam się Ciebie na dzisiejszej kolacji - ton mojego głosu znów brzmiał jak ten, który nie znosi sprzeciwu. Christa skinęła głową, wspięła się na konia i ruszyła w stronę Tourine.
- To ona, prawda? - Enna oparła się o mój obnażony tors. - Kapłanka z Asshai.
- Tak - przyznałem. - Słynna Eilistraee, białowłosa kapłanka.
- Kolejna, która nie będzie mnie tolerować - zauważyła z rozbawieniem kobieta. Musnąłem ustami jej ramię.
- Nie znam osoby, która Cię akceptuje, Enno. Ale.. Mam do głęboko w dupie - wyszeptałem brance do ucha, pilnując, by Caylo niczego nie usłyszał. Enna zaśmiała się i przyciągnęła do siebie rudowłosego chłopczyka. Odgarnęła mu niesforne kosmyki z czoła.
- Mój mały Lord - pocałowała wystający nosek Cayla. Mały wyrwał się z jej uścisku i chwycił za drewniany patyk.
- Tato, broń się! - krzyknął i wyprowadził cios. Dość nieudolnie, przewidywalnie, ale z pazurem i błyskiem w oku. Niczym ja w jego wieku. Z tą różnicą, że on lubił się w ten sposób bawić, a mi sprawiało to chorą satysfakcję. Uniosłem kąciki ust, wziąłem drugi patyk i wstałem z ziemi.
(Christa? Idź, przyjaźnij się z moim słodziaczkiem <3)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz