-Z wielką chęcią, Lady.-podstarzały Lord uśmiechnął się do nich. Ruszyła za nim w stronę korytarza na końcu którego znajdowały się drzwi. Przeszli przez nie. Widok był niesamowity. Tysiące motyli ze wszystkich czterech królestw, łącznie z nazwami i opisami.
-Przepięknie.-powiedziała cicho wpatrując się w barwne skrzydła jednego z nich.
-Jesteś spokojna, Pani.-odezwał się nagle Lord. Skierowała wzrok na niego. Felsaroth także spojrzał nań zaciekawiony.
-Zawsze myślałem, że ludzie Południa mają w sobie temperament.-odparł zmieszany.-Wybacz jeśli Cię uraziłem, Milady.
-Nic się nie stało.-odpowiedziała ze spokojem chociaż z lekka zbiło ją to z tropu. Nigdy nie pokazywała części charakteru odziedziczonej po ojcu bo babka wpajała jej, że to nieetyczne i wulgarne.
***
Przypatrywała się Felsaroth'owi nauczającemu jakiegoś chłopca, zapewne syna albo wnuka Lorda, walki. Podeszła bliżej.
-Powinieneś nazwać ten miecz.-uśmiechnął się mężczyzna wskazując na dość małe, niegroźne ostrze.-Najlepsze miecze mają swoje imiona.
Chłopczyk potaknął i odbiegł.
-Imiona?-skrzywiła się nieznacznie.-Na Północy nikt nigdy nie nazywa kawałków stali.
-Rycerze, królewscy gwardziści, skrytobójcy.-odezwał się.-Na pewno to robią. Wszyscy dobrzy wojownicy nadają mieczom imiona.
-Wszystkie pizdy.-zacytowała swojego ojca, nawet tego nie zamierzając. Szybko zasłoniła dłonią usta ale nie żałowała tego.
-Wybacz mi mój nietakt Panie.-zaśmiała się cicho.
<Felek? XD>
-Wybacz mi mój nietakt Panie.-zaśmiała się cicho.
<Felek? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz