-Alysanna… -szepnąłem.
Kobieta obróciła się w moim kierunku, otwierając wielkie, piękne oczy.
-Nie mogłam spać. Zimno mi…-odpowiedziała ściszonym głosem.
Nie wiedziałem czy to, co mówi jest prawdą, ale skinąłem tylko lekko głową i uśmiechnąłem się ciepło. Przybliżyłem się do niej, otuliłem ją szczelnie futrem i objąłem ramieniem.
-Rozumiem. Może teraz będzie trochę lepiej-powiedziałem, a potem złożyłem na jej szyi delikatny, czuły pocałunek. –Śpij dobrze.
-Ty też, Felsaroth. –Na jej bladej buzi błysnął lekki uśmiech.
***
Obudził mnie cichy hałas gdzieś na dole posiadłości Lorda Samosha, u którego to właśnie przebywaliśmy. Sanna wciąż spała. Podniosłem się z łóżka, nakrywając ją ostrożnie futrem, a potem ubrałem się po cichu i wyszedłem z pokoju. Zszedłem szybko po schodach zastając na dole, w salonie Lorda, który wyzywał na nieudolnego posługacza, który właśnie rozbił dzban pełen wina. Młody chłopak wycierał pospiesznie podłogę słuchając obelg padających z ust brodatego, starszawego mężczyzny.
-Witaj, Lordzie-rzuciłem na powitanie, skinąwszy mu lekko głową.
-Książę.-Odwzajemnił się tym samym. –Gdy tylko Księżna wstanie zaczniemy śniadać. Moi nieudolnie posługacze właśnie zaczęli przygotowywać posiłek. A tym czasem proszę ze mną. Pokażę Ci, Panie, moją drogocenną kolekcję motyli z całego świata. Zaprawdę, jestem z niej niezmiernie dumny…
<Sanna?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz