Zza drzew wyłoniło się miasto. Wjechaliśmy do niego kamienną ścieżką. W okolicach rynku zauważyliśmy sklep z sukniami ślubnymi. Czułem się nieswojo w całej tej sytuacji, ale nie mogłem zostawić Iskry tak po prostu samej. Z ponurymi minami weszliśmy do sklepu. Od razu uderzył mnie zapach kobiecych perfum. Były wszędzie.
- Od czego zaczynamy?- spytałem, idąc za nią. Iskra przystanęła przy jednym ze stojaków i zaczęła przeglądać suknie. W jej oczach nie było entuzjazmu, który zapewne towarzyszył każdej innej dziewczynie w tym sklepie. Jej wzrok był smutny, ruchy niezgrabne. Usiadłem na fotelu i przyglądałem jej się. Nie wiedziałem, co zrobić, żeby ją pocieszyć. Stwierdzić, że "wszytko będzie dobrze"? Ja sam nie wierzę w takie teksty, a co dopiero ona.
- Mogę w czymś pomóc?- usłyszałem głos za sobą. Podeszła do nas jedna z ekspedientek, wysoka blondynka o błękitnych oczach. Uśmiechała się promiennie. Spojrzała na mnie, a potem przeniosła wzrok na Iskrę.
- Państwo razem?
Pokręciłem przecząco głową, powstrzymując uśmiech.
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi. Pilnuję, żeby pan młody nie zobaczył jej w sukni przed ślubem- odparłem, mrugając do niej porozumiewawczo. Blondynka uważnie przyjrzała się Iskrze, po czym przeszła do innego pokoju. W tym czasie rudowłosa przesunęła się w moją stronę.
- Po co prosić ją o pomoc? Weźmy po prostu najbrzydszą sukienkę jaka tu jest i wynośmy się stąd. Mdli mnie na widok tego wszystkiego.
- Bo nie widzisz plusów- powiedziałem. Ekspedientka wróciła z wieszakiem, na którym wisiało parę sukni.- A więc zaczynamy.
*trochę później*
Jakieś pół godziny później wyszliśmy ze sklepu, z całkiem niezłą sukienką. Iskra wyglądała na osłabioną i zrezygnowaną.
- To co robimy teraz?- spytała cicho. Spojrzałem na nią, po czym ruszyłem przed siebie.
- Chodź za mną- rzuciłem jeszcze.
Dziewczyna nie protestowała. Chwilę potem znaleźliśmy się w niewielkim domu. Zrzuciłem płaszcz i pobiegłem do kuchni. Iskra w tym czasie rozglądała się po pokoju.
- Mieszkasz tu? To wszystko twoje?- spytała, wskazując na sporą kolekcję książek i paru innych rzeczy.
- To taki punkt zatrzymania. Czasem spędzam tu noc czy dwie, gdy jestem w okolicy- odpowiedziałem, wychylając głowę zza drzwi.
Wróciłem do pokoju, niosąc tacę z dwoma pełnymi szklankami i talerzem ciastek.
- Powinnaś coś zjeść- stwierdziłem, siadając na obitej skórą kanapę. Rudowłosa usiadła obok mnie i wzięła kubek do rąk. Upiła mały łyk i zakrztusiła się.
- Co to jest? Smakuje jak błoto- mruknęła, odstawiając kubek. Zaśmiałem się.
- Wolisz nie wiedzieć.
- Will, to nie ma sensu. Takie udawanie, że wszystko jest w porządku- powiedziała nagle. Spojrzałem jej w oczy. Była zdeterminowana i ożywiona.- Chcę tam pójść, wyjść za mąż, a gdy zagrożenie minie zabić tego drania.
- Czekałem aż to powiesz. Myślałem, że zajmie ci to dłużej- stwierdziłem, uśmiechając się do niej. Wstałem i podszedłem do drewnianej szafy. Wyciągnąłem z niej sporą skrzynkę. Postawiłem ją na stole i jednym ruchem otworzyłem. W środku ukazała się broń różnego rodzaju: od krótkich mieczy, przez proce, po małe strzały z trucizną.
- Do wyboru, do koloru- dodałem, patrząc na jej minę.
<Iskra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz