poniedziałek, 12 maja 2014

Od Williama C.D Iskry

Niechętnie przystałem na jej prośbę, ale chwilę potem już galopowaliśmy. Iskra siedziała, oparta o mnie, trzymała się mocno siodła, aż zbielały jej kostki. Okryłem więc jej ręce swoimi, próbując je choć trochę ogrzać. Jechaliśmy tak przed siebie aż w końcu dotarliśmy do zamku. Znajdował się na niewielkim wzgórzu, otoczonym ze wszystkich stron drzewami.
- Ciekawe miejsce- mruknąłem pod nosem, zsiadając z konia i pomagając zsiąść rudowłosej. Staliśmy przed wejściem do zamku. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie delikatnie.
- Lepiej będzie jeśli tu zostaniesz- powiedziała cicho, a ja skinąłem głową. Nie zamierzałem się sprzeczać, w końcu to jej sprawy.
- Poczekam tu na ciebie.
- Nie musisz. Naprawdę, dam sobie...
- Po prostu idź, a jak wrócisz, to ja tu będę- oznajmiłem, uśmiechając się nonszalancko. Iskra ścisnęła lekko moją rękę i pobiegła do zamku. Chwilę później zniknęła mi z oczu.
- Tak w sumie, to po co ja byłem w tym lesie?- mruknąłem sam do siebie, po czym wdrapałem się na drzewo rosnące nieopodal. Usiadłem wygodnie na drzewie i czekałem.

*jakiś czas później*

Iskra nie wróciła. Wiem, nie słynę z cierpliwości, ale każdy normalny człowiek już by się denerwował. Może miała rację? Może powinienem był odjechać od razu, a nie obiecywać, że zostanę. Nawet nie wiem, po co zostałem.
- Dobra, szlag mnie zaraz trafi- powiedziałem sam do siebie i zeskoczyłem z drzewa. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę bramy zamku. O dziwo, nie napotkałem żadnych strażników. Ale idę o zakład, że w środku jest ich pełno. Wszedłem bocznymi drzwiami i od razu wpadłem na dwóch z nich. Skutecznie ich unieszkodliwiłem, nie robiąc im większej krzywdy. Skądś pamiętałem ten zamek. Tylko skąd?
Pewnie szedłem przed siebie, mając zamiar trafić do sali tronowej. I tak właśnie się stało. Bez pukania otworzyłem duże, zdobione drzwi i wszedłem do środka. W pomieszczeniu, na wielkim fotelu siedział ów książę Ryk, a po jego obu stronach siedzieli różni mężczyźni. Dwóch z nich rozpoznałem. Widziałem ich w dzieciństwie i miałem nadzieję, że więcej się nie spotkamy. To były najgorsze momenty z mojego życia...
Iskra siedziała na drewnianym krześle, po jej twarzy płynęły łzy. Usłyszałem ostre słowa księcia:
- ...beze mnie nic nie osiągniesz. A w dodatku los twojej rodziny znacznie się pogorszy. Albo jeszcze gorzej? Co byś powiedziała, gdybym tak na przykład wziął twoją siostrę i trochę się pobawił...
Podniósł wzrok, a na mój widok urwał. Podszedłem bliżej i stanąłem dokładnie obok Iskry. Wziąłem ją delikatnie za rękę, chcąc dodać otuchy. Widziałem, że moje pojawienie się tutaj wywołało szmer wśród mężczyzn. Spojrzałem po ich twarzach, specjalnie omijając tamtych dwóch.

<Iskra?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz