- Lady Iskro, dokończymy następnym razem kiedy się spotkamy - powiedział - A teraz straże, wyprowadźcie ich z zamku.
- Sami wyjdziemy! - wrzasnęłam.
Wstałam z krzesła i pociągnęłam ciemnowłosego za rękę. Prawą ręką trzymałam jego, zaś lewą dłonią wycierałam łzy. Biegliśmy ciemnymi korytarzami, które obwieszone były arabeskami oraz gobelinami. Czułam się okropnie. Kiedy wybiegliśmy z zamczyska. Wsiadłam na konia i patrzyłam na wprost. William podszedł do swojego siwego ogiera. Poklepał i stanął prosto.
- Co zażądał od Ciebie w zamian za nie krzywdzenie twojej rodziny? - spytał patrząc w oczy.
- Chce się ze mną ożenić - mruknęłam cicho, prawie dosłyszalnie.
William coś tam mruczał pod nosem przez chwilę, ale szybko się pozbierał i skoczył na ogiera. Złapałam rękoma za siodło, a on odwrócił się do mnie i powiedział:
- Będziemy jechać cwałem, radzę Ci więc złapać mnie w pasie.
Trudno tak złapać sobie ciemnowłosego za pas, gdyż to takie niestosowne, ale mówi się trudno.
- To gdzie zamierzasz jechać?
- Do miasta, muszę kupić suknię ślubną.
Ciemnowłosy chłopak uderzył stopami w podbrzusze konia i już cwałowaliśmy przez las w kierunku miasta.
* jakiś tam czas później, dojeżdżając do miasta*
Zza drzew wyłaniało się miasto. Wjechaliśmy do niego kamienną ścieżką. W okolicach rynku zauważyłam sklep z sukniami ślubnymi. Od razu posmutniałam. Nie chciałam za niego wychodzić, chciałabym wyjść za mąż za tego jedynego. Ponura weszłam do sklepu, a za mną William.
<William?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz