środa, 14 maja 2014

Od Iskry c.d. Williama

Siedziałam na drewnianym krześle, gdy nagle do sali tronowej wbiegł ciemnowłosy. Między łzami lecącymi mi po twarzy widziałam jego oczy, które patrzyły nań złowrogo na dwóch mężczyzn. Widziałam w nich przebłyski złości. Ryko na widok młodzieńca przerwał w pół zdania. Jednak William podszedł do mnie i złapał mnie za rękę, dzięki czemu zrobiło mi się ciut lżej na sercu. Książę podniósł wzrok i spiorunował nim, nas obojga.
- Lady Iskro, dokończymy następnym razem kiedy się spotkamy - powiedział - A teraz straże, wyprowadźcie ich z zamku.
- Sami wyjdziemy! - wrzasnęłam.
Wstałam z krzesła i pociągnęłam ciemnowłosego za rękę. Prawą ręką trzymałam jego, zaś lewą dłonią wycierałam łzy. Biegliśmy ciemnymi korytarzami, które obwieszone były arabeskami oraz gobelinami. Czułam się okropnie. Kiedy wybiegliśmy z zamczyska. Wsiadłam na konia i patrzyłam na wprost. William podszedł do swojego siwego ogiera. Poklepał i stanął prosto.
- Co zażądał od Ciebie w zamian za nie krzywdzenie twojej rodziny? - spytał patrząc w oczy.
- Chce się ze mną ożenić - mruknęłam cicho, prawie dosłyszalnie.
William coś tam mruczał pod nosem przez chwilę, ale szybko się pozbierał i skoczył na ogiera. Złapałam rękoma za siodło, a on odwrócił się do mnie i powiedział:
- Będziemy jechać cwałem, radzę Ci więc złapać mnie w pasie.
Trudno tak złapać sobie ciemnowłosego za pas, gdyż to takie niestosowne, ale mówi się trudno.
- To gdzie zamierzasz jechać?
- Do miasta, muszę kupić suknię ślubną.
Ciemnowłosy chłopak uderzył stopami w podbrzusze konia i już cwałowaliśmy przez las w kierunku miasta.

* jakiś tam czas później, dojeżdżając do miasta*

Zza drzew wyłaniało się miasto. Wjechaliśmy do niego kamienną ścieżką. W okolicach rynku zauważyłam sklep z sukniami ślubnymi. Od razu posmutniałam. Nie chciałam za niego wychodzić, chciałabym wyjść za mąż za tego jedynego. Ponura weszłam do sklepu, a za mną William.


<William?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz