poniedziałek, 5 maja 2014
Od Iskry do Williama
Nieznajomy pomógł wsiąść mi na konia. Złapałam lewą rękę uzdę, gdyż prawą miałam ranną - żołnierz Ryka zadał mi cios sztyletem - a on klepnął konia w zad po czym konik pocwałował. Siedziałam tylko raz w siodle i kiwałam się. Kiedy odjechałam wystarczająco daleko chcąc zsiąść z konia upadłam ale momentalnie się podniosłam. Miałam nadzieję, że nieznajomego jeszcze spotkam, jednak na razie urwałam sobie kawałek materiału z rękawa i zrobiłam sobie z niego prowizoryczny opatrunek.
Kilka metrów obok mnie płynął strumyczek, złapałam więc konia za kantar i przyprowadziłam go by napoić go wodą. Następnie przywiązałam konia do drzewa, a sama poszłam poszukać drewna na opał. Kiedy przyszłam z powrotem do obozowiska, rzuciłam gałązki i rozpaliłam ognisko. Następnie - niestety głodna - położyłam się spać obok konia. Śnił mi się koszmar.
[Nad rankiem....]
Otworzyłam najpierw prawe, a później lewe oko i przeciągnęłam się. Spojrzałam na prawą rękę, niestety wciąż krwawiła ale mniej. Podeszłam do ogiera i odwiązałam go, zaprowadziłam do strumyka by się napił. Kiedy skończył wsiadłam - z trudem - i ruszyłam z nurtem wody. Po kilkugodzinnej jeździe postanowiłam ochłonąć i klapnęłam na obolałej po jeździe na oklep pupie. Nagle zauważyłam jego.
Szedł w moim kierunku. Pewnie mnie już zauważył - pomyślałam. Kiedy podszedł wstałam.
- Dziękuję Ci bardzo za pomoc - powiedziałam podając mu prawą rękę.
- Nie ma za co - uśmiechnął się - ratuję damy w opresji - kiedy zaczął wyciągać w kierunku mojej ręki dłoń spostrzegł ranę.
- Jesteś ranna?
Szybko cofnęłam rękę i schowałam za plecami.
- Taka tam ranka - powiedziałam niepewnie.
- Hmm to pokaż - rzekł obracając mnie by zobaczyć ją.
- Po co jeśli to MAŁA ranka? - spytałam.
- To jeśli to MAŁA ranka to czego się tak boisz? - spytał mnie.
Niespodziewanie złapał moją rękę i odsunął kawałek materiału. Pod nim można było ujrzeć płynącą krew, która nie chciała zakrzepnąć.
- I to jest niby mała ranka?!? Ona jest duża, a do tego krew Ci nie krzepnie-powiedział
- Wiem, od dzieciństwa cierpię na Hemofilię - powiedziałam.
- Och - mruknął
Puścił moją rękę i podszedł do swojej torby, wyciągnął czysty bandaż i jakąś roślinę. Po czym podszedł do mnie i ściągnął materiał, następnie wziął mnie za rękę i doprowadził so strumienia. Włożyłam rękę, a zimna woda obmyła ranę. Następnie podniosłam ją do góry, a nieznajomy obwiązał ją bandażem uciskowym. Następnie urwał pączek z rośliny i podał mi ją. Wsadziłam do ust, a po chwili zrobiłam się śpiąca.
<Will? >
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz