Uśmiechnęła się do niego.
Opierał się o łoże. Był wyraźnie zmęczony i ranny.
Położyła delikatnie dłoń na jego dłoni. Bała się odtrącenia, ale Caspain nie zrzucił jej ręki. Nie zareagował.
-Dziękuję.-powiedziała cicho. Nie miała siły ale dotknęła palcami jego szyi, w miejscu gdzie miał dość spore rozcięcie. Krew wyparowała a rana momentalnie zniknęła. Opadła na poduszki i odetchnęła głęboko. Najmniejsze użycie cienia wykańczało ją. Usłyszała ciche pukanie.
-Wejść.-rzucił ostro rudowłosy mężczyzna. Młoda kobieta weszła nieśmiało do środka.
-Przepraszam-zaczęła.-Muszę zmienić bandaże. Prosiłabym Panie, abyś wyszedł.
Faktycznie, coś uwierało ją w okolicy żeber i karku. Musiały być to opatrunki.
-Może zostać.-białowłosa podniosła się z trudem.-Nie krępuje mnie.
Kobieta potaknęła i zaczęła odwijać pasma zakrwawionego materiału. Miała nadzieję, że po całym incydencie nie będzie miała zbyt dużo blizn. Z lekka przerażała ją wizja oszpeconego ciała.
Skrzywiła się z bólu gdy służąca zaczęła przemywać rany. Niemiłosiernie piekły.
***
-Co teraz?-spytała niepewnym głosem gdy zostali sami.
-Musisz opowiedzieć mi o co im chodziło.-odpowiedział twardo. Westchnęła ciężko. Jej życiorys był dość...zaskakujący, jakby na to nie patrzeć.
-To tylko mały grzeszek na mojej długiej liście.-uśmiechnęła się tajemniczo. Wstał gwałtownie, tak bardzo, że krzesło na którym siedział przewróciło się. Jego dłonie zaciśnięte były w pięści ale wiedziała, że jej nie uderzy. Zachowała się jak Eilistraee, wyrachowana kapłanka.
-Przepraszam.-odpowiedziała miękko.-Szukają mnie bo lata temu, podczas wojny byłam niewolnicą. Używanie cienia ma mnie tylko pogrążyć i pozwolić im mnie zabić.
Spojrzała na niego. Pomyliła się. Myślała, że zdradzając mu swoją prawdziwą tożsamość, skazuje się na śmierć. Bardzo się myliła. Caspain był jedną z nielicznych osób których nie potrafiła rozgryźć.
***
Obudziła się zlana potem. Była rozgrzana. Nie spodziewała się gorączki. Nie wiedziała, że od, według niej, tak niewinnych obrażeń można dostać gorączki. Służąca musiała najwyraźniej nie oczyścić dobrze jednej z ran w udzie bo sączyła się z niej ropa i krew. Wstała i zacisnęła zęby żeby nie krzyknąć. Problemy usilnie za nią chodziły. Zdawała sobie sprawę, że zakażenie może skończyć się śmiercią ewentualnie utratą nogi. Pokuśtykała do drzwi i jakimś cudem je otworzyła. Nie zastanawiała się zbyt długo nad tym gdzie ma iść. Komnata Caspaina wydawała się jej teraz najbardziej racjonalnym rozwiązaniem.
***
-Mogę?-spytała uśmiechając się. Nie chciała pokazywać, że coś jest nie tak. Wystarczająco dużo dla niej zrobił, wolała mu nie ciążyć.
Siedział na łożu, o dziwo sam. Ostrzył nóż. Powoli podniósł wzrok. Z całych sił starała się wyglądać tak, jakby wybrała się na krótki, nocny spacer. Ale spływająca po nodze krew zdradzała ją. Bez pardonu podeszła do łoża i bezwładnie na nie opadła. Było zimne. Odetchnęła z ulgą.
<Caspain?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz