piątek, 2 maja 2014

Od Eilistraee C.D Caspaina

Leżała na potężnym, pięknie zdobionym łożu, przykryta atłasem. Jej klatka piersiowa unosiła się miarowo. Spała. Wydarzenia zeszłego wieczoru wykończyły ją. Otworzyła oczy. Odwróciła głowę. Napotkała znajome, chłodne spojrzenie.
Uśmiechnęła się do niego.
Opierał się o łoże. Był wyraźnie zmęczony i ranny.
Położyła delikatnie dłoń na jego dłoni. Bała się odtrącenia, ale Caspain nie zrzucił jej ręki. Nie zareagował.
-Dziękuję.-powiedziała cicho. Nie miała siły ale dotknęła palcami jego szyi, w miejscu gdzie miał dość spore rozcięcie. Krew wyparowała a rana momentalnie zniknęła. Opadła na poduszki i odetchnęła głęboko. Najmniejsze użycie cienia wykańczało ją. Usłyszała ciche pukanie.
-Wejść.-rzucił ostro rudowłosy mężczyzna. Młoda kobieta weszła nieśmiało do środka.
-Przepraszam-zaczęła.-Muszę zmienić bandaże. Prosiłabym Panie, abyś wyszedł.
Faktycznie, coś uwierało ją w okolicy żeber i karku. Musiały być to opatrunki.
-Może zostać.-białowłosa podniosła się z trudem.-Nie krępuje mnie.
Kobieta potaknęła i zaczęła odwijać pasma zakrwawionego materiału. Miała nadzieję, że po całym incydencie nie będzie miała zbyt dużo blizn. Z lekka przerażała ją wizja oszpeconego ciała.
Skrzywiła się z bólu gdy służąca zaczęła przemywać rany. Niemiłosiernie piekły.

***

-Co teraz?-spytała niepewnym głosem gdy zostali sami. 
-Musisz opowiedzieć mi o co im chodziło.-odpowiedział twardo. Westchnęła ciężko. Jej życiorys był dość...zaskakujący, jakby na to nie patrzeć.
-To tylko mały grzeszek na mojej długiej liście.-uśmiechnęła się tajemniczo. Wstał gwałtownie, tak bardzo, że krzesło na którym siedział przewróciło się. Jego dłonie zaciśnięte były w pięści ale wiedziała, że jej nie uderzy. Zachowała się jak Eilistraee, wyrachowana kapłanka.
-Przepraszam.-odpowiedziała miękko.-Szukają mnie bo lata temu, podczas wojny byłam niewolnicą. Używanie cienia ma mnie tylko pogrążyć i pozwolić im mnie zabić. 
Spojrzała na niego. Pomyliła się. Myślała, że zdradzając mu swoją prawdziwą tożsamość, skazuje się na śmierć. Bardzo się myliła. Caspain był jedną z nielicznych osób których nie potrafiła rozgryźć. 

***

Obudziła się zlana potem. Była rozgrzana. Nie spodziewała się gorączki. Nie wiedziała, że od, według niej, tak niewinnych obrażeń można dostać gorączki. Służąca musiała najwyraźniej nie oczyścić dobrze jednej z ran w udzie bo sączyła się z niej ropa i krew. Wstała i zacisnęła zęby żeby nie krzyknąć. Problemy usilnie za nią chodziły. Zdawała sobie sprawę, że zakażenie może skończyć się śmiercią ewentualnie utratą nogi. Pokuśtykała do drzwi i jakimś cudem je otworzyła. Nie zastanawiała się zbyt długo nad tym gdzie ma iść. Komnata Caspaina wydawała się jej teraz najbardziej racjonalnym rozwiązaniem. 

***

-Mogę?-spytała uśmiechając się. Nie chciała pokazywać, że coś jest nie tak. Wystarczająco dużo dla niej zrobił, wolała mu nie ciążyć. 
Siedział na łożu, o dziwo sam. Ostrzył nóż. Powoli podniósł wzrok. Z całych sił starała się wyglądać tak, jakby wybrała się na krótki, nocny spacer. Ale spływająca po nodze krew zdradzała ją. Bez pardonu podeszła do łoża i bezwładnie na nie opadła. Było zimne. Odetchnęła z ulgą.

<Caspain?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz