poniedziałek, 12 maja 2014

Od Williama C.D Avy

- Trzy!- zawołałem, łapiąc dziewczynę za rękę i ciągnąc ją w dół. Spadaliśmy z wielką siłą, w dodatku zimny wiatr się z nami nie pieścił. Wreszcie wpadliśmy do wody, a okrzyki strażników zagłuszył szum wody. Wzrokiem odnalazłem Avę, która właśnie się zanurzała. Wziąłem więc głęboki oddech i zanurkowałem. Z pływaniem nigdy nie miałem problemów, tyle że morze było dziś wyjątkowo niespokojne. Pewnie dlatego było tu tak mało statków. Podpłynąłem do Avy, która w coś się zaplątała i miała problem ze złapaniem oddechu, bo fale co rusz ją zatapiały. Wziąłem ją pod pachy i pociągnąłem mocno. Za drugim razem "to coś" popuściło i powoli odpłynęliśmy. Cały czas rozglądałem się, ale wyglądało na to, że strażnicy postanowili pozwolić nam się utopić. A my zniszczyliśmy ich marzenia, umiejętnością pływania. Po jakimś czasie dotarliśmy wreszcie do brzegu. Pomogłem wyjść dziewczynie z morza, a ta od razu zaczęła kaszleć i wypluwać wodę. Sprawdziłem szybko czy nic jej nie jest, ale oprócz paru siniaków i rozcięcia na ramieniu, wszystko było w porządku.
- Trzymasz się jakoś?- spytała, a w jej oczach igrały złośliwe iskierki. Przeczesałem ręką mokre włosy, uśmiechając się krzywo.
- Nie było czego się trzymać. Ty mi uciekłaś- przypomniałem, podając jej rękę. Dziewczyna wstała, otrzepując spodnie, które były całe z piachu, ale to i tak nic nie dało. Wszystko się do niej kleiło, tak jak i do mnie.
- To co robimy?- przyglądała mi się tymi swoimi dużymi, niebieskimi oczami, a ja próbowałem wymyślić jakiś plan.
- Najpierw się przebierzemy- zarządziłem, ruszając brzegiem morza. Czerwonowłosa parsknęła śmiechem.
- Masz zamiar tak po prostu wejść do miasta, wziąć komuś ubrania i zniknąć?- zapytała, patrząc na mnie jak na idiotę. Zatrzymałem się i pokręciłem głową z politowaniem.
- Przypominam, że to ciebie ścigają, nie mnie. Mieszkam tu od lat, cudna istotko, a teraz będę się musiał ulotnić. Przynajmniej na jakiś czas. I są ludzie, którzy mi w tym pomogą- stwierdziłem i wznowiłem marsz. Ava z braku innego rozwiązania, dołączyła do mnie.

*pół godziny później*

- Dziękuję, Masui- powiedziałem, skłaniając lekko głowę, przed młodą, czarnowłosą dziewczyną. Mieszkała w domu, niedaleko mojego, razem z matką i młodszą siostrą. Bywałem u nich na obiadach, zawsze byłem mile widziany. No i miały u mnie pewien dług...A teraz mogły go spłacić. Masui nie zadawała zbędnych pytań, a Avę przedstawiłem jako moją dalszą kuzynkę-niemowę. Dzięki temu miałem gwarancję, że moja towarzyszka nie powie nic niewłaściwego. Czarnowłosa dała mi ubrania po swoim chłopaku, który był podobnej postury co ja, ale zginął w jakimś wypadku. Za to Ava dostała jej ubrania, które sama sobie wybrała. Poza tym, przygotowała nam jeszcze torbę z dodatkowymi ubraniami, a do tego jakieś jedzenie. Tłumaczyłem jej, że to niepotrzebne, ale nie przyjmowała odmowy.
- Williamie..- wyszeptała mi do ucha, przytulając mnie.- Uważajcie na siebie, dobrze?
- Obiecuję- odparłem, całując dziewczynę w czoło i uśmiechając się delikatnie.- Pozdrów ode mnie matkę.
I wyszliśmy. Na dworze czekały na nas dwa konie, do których przywiązane były torby z rzeczami, które mogłyby się przydać. Masui przyniosła je z mojego domu. Kiedy Masui zniknęła za drzwiami, Ava wsiadła na swojego konia, a ja poszedłem w jej ślady. Spojrzała na mnie dziwnie.
- Wcale nie prosiłam, żebyś jechał- mruknęła, ale tak, żebym usłyszał. Zaśmiałem się krótko.
- Wcale mnie to nie interesuje. Możesz mnie uważać za kogo tam sobie chcesz, ale nie po to ratowałem ci skórę, żebyś teraz wpakowała się w kłopoty- odparłem, patrząc jej prosto w oczy.

<Ava? A bo ja wiem? Grunt, że Ava nie zatłukła Willa>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz