niedziela, 18 maja 2014

Od Luny

Kolejny dzień i kolejne obowiązki. Nie ma ich zbyt dużo i są proste lecz nudne.
Niechętnie podniosłam się z łóżka. Ubrałam się i podeszłam do okna. Widok rozchodzący się na polanę za domem był cudowny. Tą piękną chwilę przerwało mi pukanie do drzwi przez które po chwili wszedł mój ojciec.
-Witaj- uśmiechnął się do mnie.
-Witaj tato.- odparłam. Nasze rozmowy toczyły zawsze się sztywno.-Cóż Cię sprowadza tutaj?
-Chciałem Cię odwiedzić i zapytać co u Ciebie.
-Wszystko w najlepszym porządku, a jak Twoje zdrowie?-spytałam z czystej kultury.
-Bardzo dobrze.
-To świetnie-ruszyłam w stronę szafy.- Wychodzę się przejść. Nie wiem o której wrócę.
Ojciec skinął głową i wyszedł. Chciałabym mieć z nim jakieś normalne kontakty lecz wiem, że to jest nie możliwe.
Ubrałam się w najzwyklejsze ubrania i wyszłam z mieszkania. Ruszyłam w głąb miasta. Weszłam do jednej z karczm. Przed wejściem zaciągając kaptur na głowę. Lubiłam czasami wyjść i zwyczajnie się czegoś napić.
Wybrałam miejsce w oddalonym od wejścia kącie sali. Siedziałam tak samotnie aż ktoś krzyknął coś w moim kierunku.
-Co tu robisz dziewczyno?
-Siedzę. A Ty ? - rzuciłam przez ramię.
Po czym usłyszałam kroki zbliżającej się osoby.
<Kto to był? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz