poniedziałek, 12 maja 2014
Od Avy c.d. Williama
- Nie prosiłam cię o pomoc - powiedziałam - Sam się bawisz w bohatera. - William się roześmiał.
- Ja się bawię w bohatera? Chyba raczej ty się bawisz. W zabawę polegającą na ciągłym przyciąganiu kłopotów. Mogłabyś okazać wdzięczność, gdyby nie ja, zapewne siedziałabyś w lochu, a nawet gdybyś uciekła, zapewne chciałabyś wrócić po ubrania. Zobaczyliby cię, skoczyłabyś do wody. Siedziałabyś teraz mokra pod jakimś drzewem. - mruknął. Wyglądało, jakby mówił to raczej do siebie, a nie do mnie. Przewróciłam zatem oczami i pojechałam kłusem.
*po godzinie jazdy*
- Gdzie tak w ogóle jedziemy? - usłyszałam.
- Potrzebuję forsy - powiedziałam, przechodząc do stępa. Usłyszałam za sobą westchnienie (pewnie specjalnie tak głośne, abym je usłyszała).
- I znowu będziesz chciała okraść karczmę, znów cię złapią, a ja znów będę musiał cię ratować? - zapytał. Odwróciłam się, aby spojrzeć mu w oczy.
- Dokładnie tak, skąd wiedziałeś? - uśmiechnęłam się złośliwie. William najwyraźniej zauważył mój sarkazm.
- Nie wolałabyś po prostu pójść gdzieś do baru i się porządnie napić? Ten twój schemat robi się nudny - mruknął.
- Dlaczego zamiast takich jak on nie spotykam bogatych głupców? - wyszeptałam do siebie. Will oczywiście to usłyszał.
- Skąd możesz wiedzieć, czy nie jestem bogaty? - zapytał złośliwie.
- Co z tego, że bogaty, jak nie głupi. Oddałbyś mi połowę majątku gdybym cię poprosiła? - zapytałam.
- Zależy jak byś poprosiła - znów szyderczy uśmieszek. Odwzajemniłam mu dokładnie tym samym.
- Jedźmy może do tego baru - mruknęłam pod nosem.
William dał mi znak, abym jechała za nim. Niechętnie zawróciłam konia i pojechałam za nim.
*po godzinie*
Przywiązaliśmy konie przy wejściu i weszliśmy. Od razu poczułam znajomy zapach. Od mojej ostatniej porządnej wizyty w barze minęło już parę miesięcy. Było nieciekawie. Oczywiście się upiłam, a na drugi dzień obudziłam się w łóżku z jakimś facetem. Tym razem muszę się pilnować.
Podeszliśmy do barku. Zaczęłam się przyglądać beczułkom stojącym jedna przy drugiej. Na każdej był napis z nazwą napitku. Z zamyślenia wyrwał mnie Will.
- Co chcesz? - zapytał. Naprzeciwko stał barman, który także wlepił we mnie oczy.
- Gin - powiedziałam krótko. Jest to mój zdecydowanie ulubiony alkohol.
Po chwili dostałam to, co zamówiłam. Napój był wyjątkowo dobry. Zaczęło się od jednego kieliszka...
<William?>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz