*godzinę później*
Postanowiłem przejść się do portu, ciekaw, czy czerwonowłosa będzie gdzieś w okolicy. Intuicja mnie nie zmyliła. Zauważyłem ją, jak przebiegała między domami i ukrywała jakieś zawiniątko w krzakach. Uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem w jej stronę. Stała za jakimś domem. Ubrana była w zieloną sukienkę, zdecydowanie za dużą i zbyt długą jak na nią. Wyglądała..ciekawie.
- Gdzie się tak wystroiłaś? - spytałem, stając za nią. Odwróciła się.
- Znowu ty... - mruknęła, przewracając oczami.
- Złotko ty moje, widzę, że te elfy w końcu cię dopadły. Co ty masz na sobie?
Nie mogłem powstrzymać śmiechu. Dziewczyna szturchnęła mnie, chyba była zła.
- Co tobie do tego?
- Wiesz, skoro ja tak zareagowałem, to nawet najbardziej pijany facet padnie ze śmiechu. Wyglądasz jak ośmiolatka, która postanowiła się ubrać w sukienkę mamy- stwierdziłem, a ona prychnęła, zirytowana.
- To co proponujesz, panie genialny?- zapytała prowokująco. Posłałem jej szelmowski uśmiech.
- Chodź ze mną- rzuciłem i odwróciłem się do niej plecami.
*jakiś czas potem*
Zabrałem ja do domu znajomego, który akurat był w innym królestwie. Wziąłem nożyczki i puściłem oko do dziewczyny.
- Czemu niby mam ci zaufać?- spytała nagle. Wzruszyłem ramionami.
- Przecież cię tu nie trzymam. Możesz wyjść, nie ma problemu.
Czerwonowłosa milczała. Uśmiechnąłem się i zacząłem robić swoje. Sporo materiału skończyło na podłodze. Zajęło mi to jakieś dziesięć minut, ale byłem z siebie dumny. Sukienka była znacznie krótsza, dodałem kilka detali. Miała w sobie... to coś.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz