Szybko pobiegłam do centrum podziemnego półświatka, do domu Mistrza Podziemi. Otrzymałam od niego rozkaz powiadamiać go o wszystkich postępach w eksperymencie. Postęp był. Była również nowa dziewczyna w dzielnicy. No i przecież wypełniłam zlecenie.
Do celu podróży dobiegłam szybko, zatrzymałam się przed zaopatrzonymi w szable łotrzykami, będącymi przybocznymi Mistrza.
- O Argona! I jak szczęście dopisało? - z uśmiechem zapytała jeden z nich
- Taa... to było nawet za łatwe - mruknęłam - Muszę złożyć raport eMP'owi.
- Nie ma go - odezwał się drugi
- Jak to nie ma? - spojrzałam na mężczyzn z niepokojem - Coś się stało?
Pierwszy strażnik konspiracyjnie pochylił się w moim kierunku.
- Mówią - szepnął - że wezwał go do siebie sam Sir Jorah Mormont...
- A z jakiej to przyczyny? - czułam rosnące podniecenie, ale moja twarz pozostała kamienna
- Mówią, że... - mężczyzna rozejrzał się przesadnie dookoła - że książę pragnie by eMPe rozkazała nam wspomóc jego wojska...
- Co?! - warknęłam zwężając oczy w wąskie szparki
- Ja tylko powtarzam co mówią wszyscy... Myślisz, że Mistrz by się zgodził?
- Nie wiem... - zamyśliłam się chwilę - On jest nieobliczalny... a myślałam, że go znam... W takim razie nic tu po mnie. Wrócę jutro. Jakby pytał to jestem u Eskulapa.
Całą drogę powrotną głowiłam się nad zasłyszanymi wieściami. Co zrobi Mistrz? Czy się zgodzi? A jeśli nie, to czy zostanie stracony? Nie mogłam znaleźć odpowiedzi i pozostawało tylko czekać.
Gdy weszłam do "mieszkania przylaboratoryjnego", jak je nazywał Eskulap, zastałam tam nie staruszka, a dziewczynę siedzącą przy stole. Widać nie miała ochoty jeszcze iść spać.
Bez zbędnego przywitania ruszyłam do kuchni, by zaparzyć sobie kawy z resztki ziaren jakie mi zostały.
(Ehh... teraz mam wyrzuty sumienia, że cię upomniałam... jestem kretynem... Eona?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz