Kazała przygotować sobie konia.
***
Przeciskała się między ludźmi. Miasto nie zbyt piękne ale niewątpliwie budziło podziw - strażników można było spotkać wszędzie. Potężne mury chroniły je przed atakami z zewnątrz. W towarzystwie dwóch żołnierzy ruszyła w stronę głównego placu.
-Dam sobie radę.-westchnęła z zażenowaniem.-Zostańcie tutaj.
Warzywa, broń, zwierzęta. Podniosła wzrok znad jednego ze straganów. Ktoś targował się w nieznanym dla niej, wschodnim dialekcie. Zobaczyła ludzi w łańcuchach, z oznaczeniami na szyjach. Niewolnicy.
Podeszła bliżej. Młodzi mężczyźni, kobiety, dzieci.
Jej spojrzenie przykuła na oko dziesięcioletnia dziewczynka. Miała sięgające ramion kruczoczarne włosy, ciemną karnację i błękitne oczy.
-Jak masz na imię?-spytała w staro północnym języku kucając przy dziecku. Wyglądała na pochodzącą z jednego z dzikich plemion zamieszkujących Północ. Przypominała jej przeszłość. Własną przeszłość. Jeśli nie weźmie jej teraz, trafi do burdelu. Dzieci nie są pożądanym towarem i zazwyczaj nikt ich nie kupuje.
-Anabde.-odpowiedziała cicho. Kapłanka westchnęła ciężko. Ktoś szturchnął ją w ramię.
-Ona nie jest za darmo.-handlarz skrzywił się. Najwyraźniej znał język ludzi Północy. Białowłosa kobieta rzuciła w jego stronę sakiewkę ze złotem i odeszła prowadząc za rękę dziecko. Pomogła jej wsiąść na konia.
***
-Kto to?-usłyszała głos Caspaina. Stał w progu, wyraźnie zmęczony. Jego wzrok skierowany był na śpiącą przy Eilistraee dziewczynkę. Kobieta ze spokojem piła wino. Uśmiechnęła się na jego widok.
-Ana.-odparła spokojnie.-To brzmi okropnie ale kupiłam ją. Nie wiedziałam, że prowadzi się tutaj handel ludźmi.
-Wszędzie prowadzi się handel ludźmi.-mruknął.-Co masz zamiar z nią zrobić?
-Mogę oddać ją na dwór Twojej siostry, oczywiście, jeśli się zgadzasz. Jest bardzo mądra. Wystarczy nauczyć ją czytać i pisać.-pogładziła dziecko po włosach.
<Caspain? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz