piątek, 2 maja 2014

Od Caspaina C.D Eilistraee

W oczach miałem obłęd. Uśmiechałem się szeroko, widząc zakrawiony nóż rodu Valrisów w moich rękach.
- Cześć, chłopcy - powiedziałem z rozbawieniem. Czterech mężczyzn instynktownie zrobiło krok w tył. Tylko jeden, wysoki, czarnowłosy, stał nadal w miejscu.
- Znam Cię - skierowałem ostrze w jego stronę. - Za dezercję zostałeś wyrzucony z mojej armii. Uciekłeś zanim Cię straciliśmy.
- To nie była dezercja - wycedził, wyciągając miecz. Spojrzałem na swój nóż. Był długości mojego uda, w kształcie sierpu. Mimo wszystko, wolałem posługiwać się nim, niż mieczem.
- Masz rację. To było zwykłe tchórzostwo - uśmiechnąłem się pogardliwie. Czterej towarzysze dezertera ruszyli w moim kierunku. Nareszcie. Nim pierwszy zdążył dobiec, zamachnąłem się i płynnym ruchem rozprułem mu brzuch. Mężczyzna wrzasnął z bólu i osunął się na ziemię. Wnętrzności rozlały się na drewnianą podłogę. Pozostała trójka jednocześnie do mnie doskoczyła. Ich błąd. Błyskawicznie kucnąłem, pozwalając dwóm z nich zabić siebie nawzajem. Został tylko jeden. Podrzuciłem trzymany w dłoni nóż, gdy mnie okrążał.
- Piękny, prawda? Skąpany we krwi wygląda jeszcze piękniej - stwierdziłem. Młodzieniec wymierzył w moje plecy. Kolejny błąd. Niemal tanecznym krokiem zwróciłem się w jego stronę i z rozpędu ściąłem mu głowę. Potoczyła się po ziemi.
- Ciebie czeka to samo, pierdolony tchórzu. Nie potrzebujemy takich pizd w armii Tourine - warknąłem. Czarnowłosy trzymał Christę za włosy, przystawiając jej swój miecz do gardła.
- Zrobisz krok, a zabiję Twoją kurwę - zagroził. W jego głosie słychać było tylko strach. Przeniosłem wzrok na kobietę. Była ranna, na wpół omdlała. A ten sukinsyn trzymał ją za włosy. Te idealne włosy.
- Nie muszę zrobić kroku - mruknąłem i rzuciłem nożem nim zdążył się zorientować. Stal Valrisów przebiła jego czoło, rozcinając mu głowę na dwie części. Christa osunęła się na podłogę. Podszedłem do niej i skierowałem jej twarz w moją stronę.
- Żyjesz? - spytałem, uśmiechając się szelmowsko. Kochanka dotknęła mojej twarzy i starła z niej krew.
- Przyszedłeś - wyszeptała. Przytaknąłem.
- Zabieram Cię do Tourine. Ale ostrzegam, zabieram Christę, a nie Eilistraee - zaznaczyłem, biorąc ją na ręce.
(Christo? Caspain, jaki hiroł XD)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz