Nie podobało mi się oblanie mnie lodowatą wodą, ani ubranie w ludzkie stroje, w ogóle nie podobała mi się zaistniała sytuacja. Ani mi się śniło służyć trupioblademu jegomościowi, który uważał mnie za jakiś przedmiot. Miałem ochotę użyć magii, ale nie nastał jeszcze na to czas. Pozwoliłem zatem zawlec się w stronę jego kwater i tam na niego czekałem.
Zostałem zatargany do ciemnego pokoju, który budził we mnie wstręt jeśli nie coś o wiele gorszego. Nie dość, że na podłodze wyścielane były futra zabitych zwierząt, to ze ścian patrzyły na mnie ich oczy, za sprawą sporej ilości wypchanych głów. Nie dość, że na polu panowała już noc, to okna przesłaniały ciemne kotary. Biurko, które stało przede mną, pod największym z nich, zawalone było ogromnymi stosami pergaminu. Na ich ustawione było kilka świec, a po pożółkłych kartach spływał stopiony wosk. Mrok jaki panował w pomieszczeniu w normalnych warunkach kazałby mi od razu je opuścić, teraz jednak musiałem czekać. Po prawej i lewej stronie pomieszczenia znajdowały się drzwi prowadzące do następnych, jakoś nie miałem ochoty tam zaglądać. Migotliwy ogień świec rzucał różnorakie cienie na ściany poryte prawie w całości regałami, które to znowu podtrzymywały opasłe tomiska. Jeśli miałbym stamtąd uciec to przez okno, albo drzwiami, ale najpierw musiałem wypowiedzieć odpowiednie zaklęcie i wymyślić sposób, dzięki któremu mógłbym spokojnie opuścić ten budynek. Wydać się to mogło niemożliwe, lecz z całą pewnością istniał jakiś sposób, wystarczyło tylko zdobyć odpowiednie informacje.
Wtem zaskrzypiały za moimi placami ciężki drewniane drzwi. Wyłonił się zza nich nie kto inny, jak człowiek, którego mógłbym znienawidzić tylko spoglądając mu w oczy. Odwróciłem się w jego stronę, a następnie skierowałem wzrok na regał obok. Słowa wypowiedziałem tak, że nie mógł ich dosłyszeć. Regał przewrócił się, tak szybko, że ledwo udało się mu przed nim uskoczyć, a to był dopiero początek.
<Edhelras?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz