czwartek, 1 maja 2014

Od Irisy C.D Joraha

Niepewnie dotknęłam miękkiej, kruczoczarnej sierści zwierzęcia. Świt wydał z siebie niski, ale zadowolony pomruk. Delikatnie polizał moją dłoń, zachęcając mnie do dalszego głaskania.
- Nie bój się, Lady. Jak już mówiłem, to wyjątkowo spokojny wilkor. Nie ugryzie Cię - zapewnił mnie przyszły mąż. Uniosłam kąciki ust.
- To nie jest pierwszy raz, kiedy spotykam wilkora - zaczęłam. - To się wydarzyło jeszcze przed moim ślubem, kilka lat temu. Wraz z Caspainem wybrałam się w podróż na Południe. Po drodze zatrzymaliśmy się w karczmie na obrzeżach Resken, jednego z niewielkich miast na Zachodzie. Właściciel gospody prowadził interes na boku. Organizował walki psów, kogutów. Gwiazdą każdego wieczoru był podstarzały wilkor, którego karczmarz przetrzymywał. Aby nad nim zapanować, pozbawił go jednej łapy i przywiązywał łańcuchami. Wilkor był wychudzony, regularnie bity. Jedyne co robił, to nieustannie zabijał. Nie byłam w stanie przejść obok tego obojętnie. Powołałam się na swoje wysokie urodzenie, ale mężczyzna tylko mnie wyśmiał i dotkliwie obraził. Przy tych wszystkich pijakach i hazardzistach. Caspain nie wytrzymał. Nie mógł pozwolić na to, by taka zniewaga pozostała bezkarna. Wyciągnął broń i rzucił się na zwyrodnialca. Rozpoczęła się rzeź. Ci rozsądniejsi, uciekli zanim Caspain ich dopadł. Wilkor potrzebował opieki medycznej, ratunku. Podobnie zresztą jak pozostałe, uwięzione w klatkach psy. Myślałam, że wilkor śpi. Chciałam tylko wejść do środka i zobaczyć stan, w jakim się znajduje.. Zaatakował mnie nim zdążyłam zareagować. Gdyby nie Caspain, zabiłby mnie. Mój brat uratował mi życie. Po tym wydarzeniu zostały mu blizny, które nosi pod okiem - odwróciłam wzrok, przypominając sobie tamtą sytuację.
- Pani - łagodnym tonem odezwał się Sir Jorah, kładąc swoją dłoń na moją rękę. - Twój brat zrobił to, co musiał. Zwyciężyło prawo silniejszego.
- Nigdy nie przypuszczałam, że ktokolwiek przyzna Caspainowi słuszność w działaniach - zaśmiałam się, a na twarzy Lorda Mormonta pojawił się uśmiech. Dopiero po chwili milczenia zdał sobie sprawę, że nadal trzyma moją dłoń. Zabrał rękę, najprawdopodobniej uznając to za niestosowne. Wstałam z krzesła.
- Panie, udam się do swoich komnat. Wieczorem odbędzie się uczta. Twoja obecność, Sir Jorahu, byłaby wielce pożądana - powiedziałam, uśmiechając się szeroko.
- Co tylko każesz, moja Pani - odparł Lord. Dygnęłam nieznacznie i zostawiłam mężczyznę samego. Idąc w stronę swojej sypialni, ponownie odniosłam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Postanowiłam nie zwracać na to uwagi. Zamknęłam drzwi za sobą i usiadłam na łóżku. Wizja małżeństwa nie przerażała mnie sama w sobie. Źle czułam się jedynie z faktem, że praktycznie nie znam tego człowieka. Z Mikkelem wychowałam się pod jednym dachem. Sir Joraha znałam zaledwie jeden dzień.. Mimo wszystko, chciałam zbudować z nim silną, opartą na szacunku i zaufaniu relację. Kończyło się zaspokajanie swoich potrzeb dzięki kochankom. Ponownie miałam zostać żoną, a tym razem także matką. Dotknęłam swojego brzucha.
- Spokojnie, Lady, jeszcze nie jesteś brzemienna - znienacka dobiegł mnie męski głos. Otworzyłam oczy, wstając gwałtownie. To był ten sam mężczyzna, który wcześniej mnie obserwował. Wyprostowałam się dumnie.
- Proszę opuścić moją komnatę. Natychmiast - wycedziłam. Młodzieniec roześmiał się, patrząc na mnie z pogardą i fascynacją.
- Dlaczego? Dobrze wiesz, czego od Ciebie chcę. Jesteś bezbronna, Księżno - ruszył w moim kierunku.
- Ona nigdy nie jest, ku*wa, bezbronna - ostrze Caspaina momentalnie znalazło się przy szyi napastnika.
- Caspain! - krzyknęłam, powstrzymując go przed poderżnięciem gardła mężczyźnie.
- Słucham? - spojrzał na mnie niecierpliwie. Chciał mieć krew na rękach.
- Nie możesz go tutaj zabić - oznajmiłam. - Nie wiem nawet kim jest. Trzeba go zaprowadzić przed oblicze Lorda Mormonta.
- Prościej byłoby tutaj dokonać sprawiedliwości - zasyczał Caspain, gładząc ostrzem skórę jednego z towarzyszy Sir Joraha.
- Nie. Tu nie chodzi o to, by było jak najprościej. Zrozum, że zależy mi na tym ślubie.
- W takim razie obiecaj, że to ja wykonam wyrok. Jakikolwiek by nie był. Ja go wykonam - warknął. Westchnęłam i skinęłam głową, zgadzając się.
- Zaprowadź go do sali tronowej. Tam ostatni raz widziałam Lorda Hammshert. Ja.. Dołączę za kilka minut - zadecydowałam.
(Sir Jorahu? Uwielbiam mieszać :3)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz