niedziela, 4 maja 2014

Od Eilistraee C.D Caspaina

Podniosła się z trudem. Mimo zakazu Caspaina odwinęła bandaż na udzie. Jęknęła cicho widząc pozostałości rany.
-Widzę, że już Ci lepiej.-pojawił się obok niej. Odskoczyła przestraszona. Pojawiał się właściwie znikąd, wychodził z cienia gdy spodziewała się tego najmniej.
-Tak.-odparła z łagodnym uśmiechem.
-Spakuję Twoje rzeczy. Jutro rano wyjeżdżamy do Tourine.-mruknął.

***

-Będziemy jechać na jednym koniu?-skrzywiła się.
-Tak.-odparł szorstko.-Chyba, że wolisz za mną biec.
Przewróciła oczami. Z jego pomocą wsiadła na konia bokiem. Caspain odbił się od ziemi i zręcznie wsiadł na wierzchowca. Ruszyli szybko. Oparła głowę na jego ramieniu. Nie zareagował.
Jechali w całkowitej ciszy.
-Twoja siostra-zaczęła nagle.-Wychodzi za Lorda Mormonta, prawda? Nie boisz się, Caspainie?
-Nie.-odpowiedział ostro.-A powinienem? Jeśli ją skrzywdzi, poderżnę mu gardło.
-Nie wiem, czy powinieneś.-westchnęła.-Wygląda na rozważnego, mądrego człowieka. Pochodzę z Południa. To normalne, że mu nie ufam. 
-Nie chciałabyś tam wrócić?-spytał ni stąd ni zowąd.
-Marzę o tym.-odparła zgodnie z prawdą.-Ale nie mogę. Czasami śni mi się jego niepodległość.

***

Ku jej wyraźniej uldze, dojechali na miejsce. Zamek w Tourine był równie potężny co ten Eress'vea. Posiadał także równie piękne i ukwiecone ogrody.
-Wspaniałe miejsce.-uśmiechnęła się do niego. Zeskoczył z konia i pomógł jej zejść. Rana bolała jeszcze, mimo, że pozostał po niej już mały ślad.
***

Caspain siedział na honorowym miejscu przy stole, ostrząc nóż. Siedziała obok niego popijając wino. Gigantyczna sala była pusta. Wstała powoli. Zaczęła oglądać bliznę na udzie wzdychając przy tym raz po raz. Rysa na jej porcelanowej, nieskażonej dotąd niczym skórze.
-Lepiej mieć małą bliznę niż nie mieć nogi.-warknął nie odrywając wzroku od ostrza. Potaknęła. Podeszła do dębowych drzwi.
-Będę w swojej komnacie.-rzuciła i wyszła na korytarz zdobiony przeróżnymi freskami.  

***

Rozczesywała włosy siedząc przed lustrem. Białe pasma delikatnie opadały na plecy. Czasem zastanawiała się jak wyglądała jej matka. Czy była do niej podobna? Być może to właśnie po niej posiada białe kaskady włosów i przenikliwe spojrzenie fioletowych oczu.
Bezszelestnie wszedł do środka. Intrygowało ją w jaki sposób to robi. Ukrywał się w najmniejszym cieniu i chodził niczym kot.
Nie odezwała się. Caspain także milczał.
Ujął w palce biały kosmyk. Pogładził dłonią jej włosy. W odbiciu lustra widziała, że się uśmiecha.
Odwróciła się w jego stronę. Nie zdążywszy cofnąć ręki, dotknął jej policzka. Szybko oderwał dłoń i równie szybko odwrócił wzrok. Uśmiechnęła się.
-Nie okazujesz żadnych emocji?-spytała cicho patrząc mu w oczy.

<Caspain? To nie ja, to moja Schauma XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz