poniedziałek, 5 maja 2014

Od Iltrana c.d. Cassandry

–Powiem tak –odparłem na jej słowa –nie zależnie dokąd bym się udał zawsze czuję się dobrze w towarzystwie roślin. Są spokojniejsze od innych istot i cierpliwe.
Staliśmy nad strumieniem o krystalicznie czystej wodzie. Sama polana pogrążona była w półcieniu. Wokoło rosły dęby i kilka smukłych brzóz. Te drzewa też lubiłem. Nie wiem, czy podobała mi się w nich biała kora, czy też jasnozielone drobne liście, a może kształt owych liści, jednak nie ma to większego znaczenia. Na niebie ukazał się jastrząb. Spokojnie szybował po nieboskłonie, a gdzieś z leśnej ciszy doszło mych uszu ćwierkanie ptaków. Ogółem zapowiadał się całkiem przyjemny dzień, chyba że ludzie postanowią zepsuć go polowaniem, czy inną niebywale ważną dla nich rzeczą.
Podszedłem do jednego z drzew i przyłożyłem rękę do jego kory. Kiedyś nauczono mnie jak wsłuchać się w las, a nawet po latach wędrówek nie zapomniałem tej lekcji. Mogłem wyczuć wiele. Niezależnie, czy chodziło o wielkie mrowiska, czy o sarnę przeżuwającą trawę. Cały las stanowił jedność, a ja byłem jego częścią.
Znów spojrzałem na dziewczynę trochę zdziwioną moim zachowaniem. Ludzie w większości przypadków nas nie rozumieją. Dla nich roślina i zwierzę są niczym. Nikt z nas nie przyzna im racji, nawet jeśli uznają nas za dziwaków sprawujących dziwne obrzędy przy kamiennych kręgach i na leśnych polanach. My natomiast nigdy nie zrozumiemy ich przywiązania do dzieł swoich rąk, dlatego też dziewczyna zaintrygowała mnie. Może nie znałem wielu ludzi dokładnie, ale nie pamiętam bym spotkał kogoś kto wchodząc do lasu nie zaczyna go niszczyć i nie darzy żadnym szacunkiem.
–Posiadasz może jakiś sprecyzowany cel podróży? –zapytałem.
<Cassandra?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz