wtorek, 13 maja 2014

Od Irisy C.D Joraha

- Daj mi go teraz - wycedził Caspain. Na jego twarzy malowała się nienawiść. Zerknęłam niepewnie na Lorda Mormonta.
- Obawiam się, Lordzie Tourine, że nie spełnię Twojego życzenia - oznajmił Jorah. Rudowłosy młodzieniec poruszył się niespokojnie. Wstrzymałam oddech.
- Daj mi go ku*wa teraz - syknął. - Ten pierdolony zboczeniec chciał zgwałcić Twoją przyszłą żonę. Zerżnąłby ją jak zwykłą kurwę, gdyby mnie tam nie było, a Ty zamierzasz pozostawić to bez jakiejkolwiek kary? Jak śmiesz? Jak..
- Caspainie! - przerwałam mu zanim obrzucił wyzwiskami Sir Joraha. Wstałam ze swojego miejsca. - Proszę Cię, zamilcz.
- I mam pozwolić, by taka obelga nie została pomszczona? - Caspain niebezpiecznie zbliżał się w kierunku trzymanego przez strażników Porthera.
- Jestem pewna, że Sir Jorah podejmie rozsądną decyzję w tej kwestii. Spójrz na mnie - nieznacznie podniosłam głos. Musiałam za wszelką cenę powstrzymać brata od zrobienia czegoś wyjątkowo głupiego. Był w stanie wymordować wszystkich w tej sali, począwszy od Porthera, na samym Lordzie Hammshert kończąc. Caspain nie słuchał. Nie odrywał oczu od pleców pojmanego. Nie mogłam dłużej czekać. Już chciałam zbiec po schodach i wejść między swojego prześladowcę, a brata, gdy zatrzymał mnie Sir Jorah:
- Jeszcze dzisiejszego dnia podejmę decyzję odnośnie wyroku - powiedział. - Potrzebuję czasu, by naradzić się ze swoimi doradcami.
- Naradzić? - prychnął Caspain. - Obyś tylko nie naradzał zbyt długo, Silny Niedźwiedziu.
- Cas.. - urwałam, widząc jak szybkim, zdecydowanym krokiem opuszcza salę tronową. Westchnęłam i machnęłam niecierpliwie ręką.
- Wyjdźcie! Wszyscy - usiadłam ciężko na pięknie rzeźbionym, długowiecznym już tronie. Jedyną osobą, która przy mnie została, był Sir Jorah.
- Moja Pani, wybacz, że naraziłem Cię na takie wydarzenie. Czuję złość na samego siebie, że to mój własny najemnik tak okrutnie pohańbił święte prawa gościnności - palce mężczyzny dotknęły mojej ręki.
- Nie powinieneś mieć wyrzutów sumienia, Lordzie. To ja jestem Ci winna przeprosiny za zachowanie mojego brata. Postąpił bardzo impulsywnie. Zapomnij mu jego słowa.
- Czy to sprawi, że na Twojej twarzy ponownie pojawi się uśmiech, Księżno? - spytał. Mimowolnie uniosłam kąciki ust. - Rozumiem, że Caspain jest Twym bratem, Pani. Bliźnięta zawsze są sobie wyjątkowo bliskie. Miał prawo bronić Cię całym sobą.
- Dziękuję. Lordzie - oczami wskazałam na dłoń narzeczonego, która w dalszym ciągu spoczywała na mojej. Sir Mormont od razu zrozumiał aluzję. Wstał i pokłonił się.
- Udam się teraz w ustronne miejsce, aby przemyśleć moją decyzję. Powinnaś odpocząć, Pani - rzucił na pożegnanie i zostawił mnie samą. Dopiero gdy wyszedł, na moje policzki wstąpił rumieniec. Czułam, że ten związek ma jednak jakąś przyszłość przed sobą.
(Joraszku? :3)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz