Uniosła wzrok. Spojrzała na niego. Wyglądał na dość zdezorientowanego. Jak ona. Chyba nie wiedział o planach jej babki ale wolała mu nie mówić. Jeśli wie - dobrze, jeśli nie - niech tkwi w błogiej nieświadomości.
-Wybacz mi Panie, ale chciałabym przejść się w samotności.-jej głos nadal drżał. Mężczyzna potaknął. Sanna odeszła szybkim krokiem. Chciała pobyć sama.
-Lady Baelish!-nieznany kobiecy głos rozległ się za jej plecami. Odwróciła się w stronę jej źródła. Niewysoka, białowłosa, dość pulchna kobieta niosła ze sobą pozłacaną skrzynię. Właściwie nie ona a jej służący. Alysanna ukłoniła się nisko. Lady Alerie Sunspear, siostra jej matki a jej ciotka. Nie spodziewała się jej wizyty.
-Na pogrzebie Lyrii byłaś jeszcze taka malutka.-jej oczy zaszły łzami. Była bezdzietna a strata ukochanej siostry nadal ją bolała, mimo, że minęło już 10 lat.
-Spokojnie ciociu.-odpowiada szybko.-Co Cię tu sprowadza?
Ostatni raz widziała ją właśnie na pogrzebie matki.
-Słyszałam o Twoim zamążpójściu.-kobieta uśmiechnęła się łagodnie.-Twoja matka byłaby taka dumna...
Sanna przewraca oczami. Za nikogo nie wychodzi.
-I co w związku z tym?-pyta oschle.
-Mam dla Ciebie prezent.-Lady Alerie wskazuje na skrzynię.-Smocze jaja. Piękna ozdoba czyż nie? Szkoda, że tylko ozdoba.
-Piękna.-Alysanna dotyka ostrych łusek.-Naprawdę piękna.
***
-Bezużyteczny prezent.-warczy Aelinor.-Smocze jaja? Smoki nie żyją od tysiącleci. Alerie jest starą, bezdzietną wdową i zamiast coś z tym zrobić ona kupuje smocze jaja. W prezencie siostrzenicy.
-Przestań babciu.-wzdycha Sanna.-Mnie się podobają. Bardzo gustowny podarek.
Dziewczyna wychodzi. Powoli ma jej dość. Wpada na czyjąś klatkę piersiową. Męską klatkę piersiową. Podnosi głowę, jej źrenice zwężają się. Czuje na sobie chłód krystalicznie błękitnych oczu.
-Wybacz mi moją nieuwagę, Panie.-momentalnie spuszcza głowę.
<Felsaroth?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz