Gentle Mother, font of mercy
Młoda kobieta stała na podeście, na środku sporego placu. Spojrzenia wszystkich zgromadzonych skierowane były na nią. Żebraków, kalek, matek z dziećmi, członków Królewskiej Gwardii, dam dworu, guwernantek, rodziny królewskiej. Wszyscy czekali na jej egzekucję. Północ pozbywała się ostatniej przeszkody. Pięknej przeszkody.
Save our sons from war, we pray
Dziecko, na oko dziesięcioletnie wspięło się na posąg stojący nieopodal. Stąd miało świetny widok na to co działo się pośrodku całego zamieszania. Dziewczynka o oczach w kolorze indygo śledziła każdy ruch swojej matki stojącej na podeście. Sanna nie rozumiała. Dlaczego jest tak ubrana? Dlaczego ma na głowie wianek z niebieskich róż? Dlaczego płacze? Po co tu są? Przecież mogą wrócić do domu, na Południe.
Stay the swords and stay the arrows
-Ktokolwiek zechce mnie osądzać-przemówiła drżącym głosem.-Niech osądza łaskawie. Przybyłam tu by oddać się woli mojego króla, waszego Pana. Jeśli w czymkolwiek mu uchybiłam, swym życiem za to płacę. Błagam o wasze modlitwy. Bogowie, chrońcie króla.
Ostatnie zdanie tłum powtórzył za nią. Uklęknęła. Zaczęła intensywnie się modlić. Widać było jak wielkie jest jej przerażenie.
Let them know a better day
Brązowowłosa, starsza kobieta chwyciła siedzące na posągu dziecko. Zakryła jej usta i oczy dłońmi. Sanna czuła, że drży. Usłyszała świst ostrza rozdzierającego powietrze. Było cichutko. Była kompletna cisza. Ktoś płakał. Lady Aelinor wybiegła ze swoją wnuczką z zamkowego placu. Biegła tak szybko ile miała sił. Twarz Sanny była mokra od łez swoich i babki. Jej mama. Jej ukochana mama nie żyje.
Źrenice dziewczynki zwęziły się niebezpiecznie. Powinna się zemścić. Powinna wybić wszystkich ludzi Północy. Zaczęła się wyrywać ale babka skutecznie ją przytrzymała.
-Uciekamy.-potrząsnęła dzieckiem.-Gdyby ktokolwiek się spytał, masz na imię Alayne Gardener dobrze? Jesteś moją córką. Pamiętaj.
Kobieta wcisnęła w jej małą rączkę złoty wisior z przepięknym rubinem. Należący do Allyrii Baelish, lwicy, zmarłej przed czasem.
-Tak, Pani?-chodzi bezszelestnie. I pozbywa się przeciwników za kulisami. Jej najbardziej zaufany człowiek.
-Wiesz już o moim zamążpójściu prawda?-spytała. Potwierdził skinieniem głowy.-Razem z Lady Aelinor wyjeżdżamy na Zachód. Wiem, że wyznaczyła do tego innych ludzi ale mimo wszystko proszę Cię, sprawuj tu władzę. I staraj się odbić Południe z rąk Północy. Polityka to Twój konik czyż nie?
-Zrobię co w mojej mocy, Pani.-uśmiechnął się. Ona także się uśmiechnęła. Darzyła go przyjaźnią.
Źrenice dziewczynki zwęziły się niebezpiecznie. Powinna się zemścić. Powinna wybić wszystkich ludzi Północy. Zaczęła się wyrywać ale babka skutecznie ją przytrzymała.
-Uciekamy.-potrząsnęła dzieckiem.-Gdyby ktokolwiek się spytał, masz na imię Alayne Gardener dobrze? Jesteś moją córką. Pamiętaj.
Kobieta wcisnęła w jej małą rączkę złoty wisior z przepięknym rubinem. Należący do Allyrii Baelish, lwicy, zmarłej przed czasem.
*10 lat później*
-Możesz powiedzieć mi, droga babciu, co robisz?-dziewczyna stanęła w progu swojej komnaty. Życie wśród kapłanek było męczące chociaż zdążyły się już przyzwyczaić. Trudno nie przyzwyczaić się do miejsca w którym żyje się od dziesięciu lat.
-Wyjeżdżamy.-staruszka odparła ze spokojem nadal zbierając i pakując suknie swojej wnuczki.-Wychodzisz za mąż.
Źrenice Alysanny Baelish zwęziły się. Szybko jednak opanowała nerwy.
-Za starego, beznogiego weterana bitew i karczm?-spytała jadowicie.-Wspaniała partia, doprawdy. Marzyłam o mężczyźnie który umrze niedługo po ślubie.
-Nie.-Lady Aelinor nie traciła dobrego humoru, jak zawsze.-Za Felsaroth'a Jorsena, dziedzica Zachodu.
-Nie mam zamiaru wychodzić za nikogo.-odparła chłodnym tonem.-Jeśli będę miała takowy, sama znajdę sobie męża. Nawet go nie znam. Mam dopiero 20 lat, całe życie przede mną. Zostaję tutaj.
Starsza kobieta zgromiła ją wzrokiem.
-Miałam 16 gdy wyszłam za mąż i nikt nie pytał mnie o zdanie.-warknęła.-Przestań jęczeć i zacznij się pakować. Przykro mi skarbie ale póki żyję mam nad Tobą kontrolę. Powinnaś się z tym pogodzić.
Sanna wypuściła powietrze z sykiem. Wolała nie wchodzić w głębsze dyskusje z babką. Nie bez powodu ludzie nazywają ją ''Królową Igieł''. Wbija igły w najczulsze punkty swoich wrogów. Okrutne.
-Edhelras!-jej głos odbił się echem od pustych komnat. Teraz, kiedy Lady Aelinor odpoczywała w ogrodzie, miała chwilę na rozmowę ze swoim doradcą.-Nie mam zamiaru wychodzić za nikogo.-odparła chłodnym tonem.-Jeśli będę miała takowy, sama znajdę sobie męża. Nawet go nie znam. Mam dopiero 20 lat, całe życie przede mną. Zostaję tutaj.
Starsza kobieta zgromiła ją wzrokiem.
-Miałam 16 gdy wyszłam za mąż i nikt nie pytał mnie o zdanie.-warknęła.-Przestań jęczeć i zacznij się pakować. Przykro mi skarbie ale póki żyję mam nad Tobą kontrolę. Powinnaś się z tym pogodzić.
Sanna wypuściła powietrze z sykiem. Wolała nie wchodzić w głębsze dyskusje z babką. Nie bez powodu ludzie nazywają ją ''Królową Igieł''. Wbija igły w najczulsze punkty swoich wrogów. Okrutne.
Gentle Mother, strength of women
-Tak, Pani?-chodzi bezszelestnie. I pozbywa się przeciwników za kulisami. Jej najbardziej zaufany człowiek.
-Wiesz już o moim zamążpójściu prawda?-spytała. Potwierdził skinieniem głowy.-Razem z Lady Aelinor wyjeżdżamy na Zachód. Wiem, że wyznaczyła do tego innych ludzi ale mimo wszystko proszę Cię, sprawuj tu władzę. I staraj się odbić Południe z rąk Północy. Polityka to Twój konik czyż nie?
-Zrobię co w mojej mocy, Pani.-uśmiechnął się. Ona także się uśmiechnęła. Darzyła go przyjaźnią.
Help our daughters through this fray
Gigantyczny zamek wznosił się na wzgórzu. U jego stóp widoczne było jezioro. Zaparło jej dech w piersiach. Tak dawno nie widziała żadnego zamku. A ten był naprawdę potężny. Konie zatrzymały się u jego bram które zostały po chwili otwarte. Jeden z mężczyzn pomógł jej zejść z konia. Rozejrzała się dookoła. Zupełnie obce miejsce. Została wyrwana ze swojego środowiska i czuła się przestraszona.
Soothe the wrath and tame the fury
Komnaty były równie ogromne i pięknie zdobione. Złoto, kamienie szlachetne. Zakon nie umywał się do tego. Zamek w Thesson przypominał jej ten rodzinny, w Emhart Derum. Westchnęła ciężko.
-Lady Aelinor, Lady Alysanno-jedna z służących ukłoniła się przed nimi nisko.-Proszę za mną, zaprowadzę Panie do księcia Ivara.
Kobiety ruszyły za nią. Stanęły przy wielkich, dębowych drzwiach które służąca szybko otworzyła. Ich oczom ukazało się spore, pozłacane łoże. Leżał na nim jakiś człowiek.
Starsza z kobiet uklęknęła i lekko trąciła Sannę by zrobiła to samo.
-Lady Aelinor.-mężczyzna uśmiechnął się.-Ostatni raz widziałem Cię na pogrzebie Twojej córki. Dobrze się trzymasz.
-Dziękuję, Panie.-podniosła się z uśmiechem. Sanna powtórzyła jej ruchy.
-A to kto?-spytał.
-Moja wnuczka.-kobieta odparła z dumą.-Alysanna Baelish.
-Lady Aelinor, Lady Alysanno-jedna z służących ukłoniła się przed nimi nisko.-Proszę za mną, zaprowadzę Panie do księcia Ivara.
Kobiety ruszyły za nią. Stanęły przy wielkich, dębowych drzwiach które służąca szybko otworzyła. Ich oczom ukazało się spore, pozłacane łoże. Leżał na nim jakiś człowiek.
Starsza z kobiet uklęknęła i lekko trąciła Sannę by zrobiła to samo.
-Lady Aelinor.-mężczyzna uśmiechnął się.-Ostatni raz widziałem Cię na pogrzebie Twojej córki. Dobrze się trzymasz.
-Dziękuję, Panie.-podniosła się z uśmiechem. Sanna powtórzyła jej ruchy.
-A to kto?-spytał.
-Moja wnuczka.-kobieta odparła z dumą.-Alysanna Baelish.
Teach us all a kinder way
Ogrody tutaj były wyjątkowo piękne, pachniały trwającym właśnie latem. Sanna siedziała sama w altanie pośrodku jednego z większych ogrodów. Pełnego niebieskich róż. Patrzała na nie. Przypomniał jej się wianek na głowie jej matki. Jej modlitwa. Świst miecza.
Zamknęła oczy i mocno ścisnęła zdobiący jej dekolt wisior z rubinem. Oddychała niespokojnie. Momentami to wszystko wracało, jak retrospekcja.
-Wszystko w porządku?-głęboki, męski głos wyrwał ją z letargu. Odwróciła się gwałtownie. Ujrzała młodego, dobrze zbudowanego mężczyznę o przenikliwie błękitnych oczach. Przekręciła głowę niczym zaciekawione dziecko.
-A Ty kim jesteś?-wyszeptała. Nie miała siły na rozmowę. Czuła, że jeśli zacznie z kimś rozmawiać, pęknie i rozpłacze się.
<Felsaroth? Najdłuższy post mojego życia ;-; >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz