środa, 23 kwietnia 2014

Od Irisy

Spojrzałam na stojącą przede mną kobietę. Prawą nogę zastępowała jej drewniana, sztuczna kończyna, ale mimo to bardzo dobrze sobie radziła. Pod suknią prawie nie było tego widać.
- Masillo, przynieś mi proszę listy, które otrzymałam w tym tygodniu. Czas je obejrzeć - posłałam jej delikatny uśmiech.
- Tak, Pani - służąca pokłoniła się lekko i odeszła. Zostałam sama w swojej komnacie. Pomieszczenie wypełniało światło wpadające przez szeroko otwarte okno. Podeszłam do niego i stanęłam na balkonie. Rozejrzałam się po ziemiach Thessonu. To właśnie ze stolicy Królestwa Wschodu zarządzałam wszystkimi podlegającymi mi księstwami. Całe szczęście, że moi namiestnicy byli ludźmi godnymi zaufania.
- Pani? - zza pleców dobiegł mnie męski głos. Odwróciłam się w kierunku młodego, dwudziestokilkuletniego rycerza. Olyvar Artem Forgety, Drugi tego imienia, Lord Aspenhall, a prywatnie młodszy brat mojego zmarłego męża uśmiechnął się zawadiacko.
- Olyvarze, ile razy prosiłam Cię, byś nie zwracał się do mnie tym tytułem? - spytałam łagodnie.
- Taki tytuł najlepiej do Ciebie pasuje, Iriso - bronił się. - Znacznie lepiej niż Czerwona Wdowa.
- Co mogę poradzić na to, że jestem Czerwoną Wdową? A następnym razem, nie skradaj się tak. Dobrze wiesz, że tego nie lubię - skarciłam go. Olyvar bez wahania podszedł do mnie i wziął mnie pod ramię.
- Obiecuję, moja Pani. Zgodzisz się na spacer w moim towarzystwie?
- Chciałabym, jednak obowiązki wzywają - westchnęłam. - Za chwilę otworzą bramy zamku dla wieśniaków.
- W takim razie pozwól sobie towarzyszyć - nalegał, a ja mimowolnie się roześmiałam. Olyvar był troskliwym przyjacielem, którego księstwo sąsiadowało z moim. Uczyniłam go swoim przybocznym zaraz po śmierci Mikkela.
- Dobrze - zgodziłam się. - Jak długo zagościsz w Thessonie?
- Podejrzewam, że kilka tygodni. Przykro mi, że tak szybko będę musiał wyjeżdżać - zmarkotniał, a ja szturchnęłam go łokciem i uśmiechnęłam się ciepło.
- Ważne, że przynajmniej te kilka tygodni będziesz - stwierdziłam, zatrzymując się. Straż szybko pokłoniła się i otworzyła ciężkie, mosiężne drzwi z licznymi zdobieniami, które przedstawiały podróż kobiety z lisem u swego boku, symbolu rodu Forgety. Drzwi, zwane Milowymi, były prawdopodobnie najsłynniejszymi drzwiami w całym Królestwie Wschodu. Za nimi rozpościerała się sala tronowa. Niegdyś była ponura, zimna, jednak wraz ze ślubem z Mikkelem wprowadziłam tu przepiękne, kwiatowe witraże, przez które wpadało do środka światło. To sprawiło, że uwielbiałam przebywać w tym miejscu.
- Listy już czekają, Pani - Masilla stanęła obok tronu i posłała Olyvarowi nieśmiały uśmiech. Westchnęłam z rozbawieniem, siadając na tronie. Specjalnie przyniesiony stół pokrywały listy, pióra, atrament.
- Dobrze. Masillo, czy moi doradcy stawili się już na zamku? - spytałam, a dziewczyna przytaknęła. - W takim razie wprowadź ich.
- Wedle życzenia, Pani - Masilla zniknęła za Milowymi Drzwiami. Po kilku minutach do sali tronowej wkroczyli moi doradcy: Sir Jordan Hammelton, Lord Marinus Forgety oraz Lady Annabelle Valris. Każdy z nich złożył pokłon, a następnie usiadł na wyznaczonym, przysuniętym do stołu krześle.
- Olyvarze! - zawołałam, widząc jak zmierza ku wyjściu. - Zostań proszę, zajmij dziś miejsce obok mnie.
- Ależ Pani..
- Jest moim gościem, przyjacielem, a zarazem szwagrem - przerwałam Sir Jordanowi. Stary rycerz zamilkł, nie wyrażając więcej sprzeciwu. Olyvar zasiadł na krześle obok mnie.
- A zatem.. Zacznijmy te obrady - uniosłam kąciki ust i wzięłam do ręki pierwszy list.
(...) Drzwi sali tronowej otworzyły się z hukiem, gdy akurat kończyłam czytać jeden z dostarczonych do mnie listów. Podniosłam głowę znad pergaminu, zaskoczona.
- Co się stało? - spytałam od razu, nie dając jeźdźcowi nawet chwili na zaczerpnięcie oddechu.
- Sir Jorah Mormont objął władzę centralną w Królestwie - wydusił z siebie. - Avalanches dopadła klęska głodu.
- Ile mamy zapasów? - zwróciłam się do Lady Annabelle.
- Na dziesięć lat oblężenia, Pani - kobieta odpowiedziała bez wahania.
- Sir Jordanie, jeszcze dziś zarządzisz przeprawę z jedną - dziesiątą tych plonów do Avalanches. Żołnierzom oznajm, że każdy z nich dostanie podwójny żołd, jeżeli do miasta dotrą wszystkie, nieuszkodzone wozy. Ruszaj już teraz - powiedziałam, wypisując szybko potrzebne mu żelazne listy.
- Rozkaz, Pani - skinął głową, wziął ze sobą listy i opuścił obrady.
- A teraz Sir Jorah Mormont. Opanował Północ, powiadasz? Lady Annabelle, czy moja matka nadal prowadzi rozmowy z jego doradcami?
- Z tego co mi wiadomo, owszem. Chciałaby doprowadzić do ślubu przed zimą.
- W takim razie.. Chłopcze, jak Ci na imię?
- Branen, Pani - kilkunastolatek przyklęknął na jedno kolano.
- Branenie, nie opuszczaj dzisiaj zamku. Lady Annabelle, Lordzie Marinusie, proszę byście opuścili salę tronową. Obrady zostaną dokończone w późniejszym terminie - oznajmiłam i odczekałam, aż moi doradcy zostawią mnie samą z Branenem, Masillą i Olyvarem. - Masillo, pergamin.
- Tak, Pani - młoda kobieta położyła przede mną rysę papieru. Zaczęłam pisać.
'Sir Jorahu III Mormoncie, władco Północy, Lordzie Hammshert. Dotarły do mnie wieści o Twoim zwycięstwie w wojnie domowej na Północy. Ród Mormontów rośnie w siłę. Jestem przekonana, że wiesz Lordzie o staraniach swoich doradców i mojej matki, Lady Lorienne Ophelii Valris, które mają doprowadzić do naszego ślubu. Wiem także, że do tej pory oboje nie określiliśmy swojego stanowiska w tej sprawie. Pragnę, byś wyraził swoje zdanie na ten temat. Moim zdaniem jest to odpowiedni moment na poczynienie zdecydowanych kroków w celu zjednoczenia Królestw lub wywołania kolejnej, tragicznej w skutkach wojny. Sir Jorahu, jesteś człowiekiem inteligentnym i rozsądnym. Oczekuję szybkiej odpowiedzi, Lady Irisa Catharina Forgety, Księżna Wschodu, Lady Thessonu, Ziemi Kwiatów oraz Avalanches.'
- Chłopcze, wyruszysz jeszcze dziś w podróż do Hammshert. Pojedzie z Tobą jeden z moich najlepszych rycerzy, Daseron Whinerys. List masz wręczyć osobiście Sir Jorahowi, a następnie osobiście odebrać odpowiedź. Jeśli wrócicie do Thessonu już w przyszłym tygodniu, sowicie Was wynagrodzę - oznajmiłam i podałam zapieczętowany list chłopcu. - Nie zawiedźcie mnie.
(Sir Jorahu? :3)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz