-Ja… Właściwie to nigdzie. Chcę się trochę przespacerować-odpowiedziała spokojnym tonem.
Spojrzałem na nią podejrzliwie.
-Coś nie tak?-zapytałem, widząc, że ma trochę zły humor.
-Nie, nie! Wszystko w porządku. Po prostu…-nie dokończyła.
Postanowiłem zmienić temat.
-Lubisz jeździć konno, Pani? Jeśli tak, to proponuję przejażdżkę po naszych lasach za miastem. O tej porze roku są niezwykle urodziwe.-Mimowolnie ponownie się uśmiechnąłem. Szczerzę się jak głupi, cóż. Zwykle ten gest działa na kobiety, ale na nią nie. Co z nią nie tak?
-Owszem. Czemu nie?-Jej oczy błysnęły lekko, jakby była zachwycona propozycją.
***
Skierowaliśmy się do królewskich stajni. Stajenny zaraz osiodłał dwa konie. Mojego gniadego wałacha i spokojną, siwą klacz dla Księżnej Alysanny. Ciała zwierząt lśniły, mięśnie były wyraźnie zaznaczone, a szlachetne głowy świadczyły o świetnej krwi koni. Wyglądały jak wyrzeźbione. Kobieta z moją pomocą dosiadła klaczy zasiadając na damskim siodle. Wprawnie skoczyłem na grzbiet Vasco, a potem razem wyjechaliśmy ze stajni.
Wiatr lekko wiał, wzbijając w powietrze niewielką ilość kurzu. Rytm życia miasta dawał się we znaki. Do uszu docierały odległe głosy ludzi, co jakiś czas krzyki i ryki zwierząt.
-Pojedziemy drugą stroną-zaproponowałem, obracając konia. Przejechaliśmy ścieżką prowadzącą od razu na tyły miasta. Alysanna bez słowa skierowała się w tym samym kierunku.
Po chwili dotarliśmy wspólnie do bram stolicy. Odźwierni otwarli je wypuszczając nas na główny gościniec. Jechaliśmy nim chwilę, by zaraz potem wjechać na leśną ścieżkę. Znałem ten bór jak własną kieszeń. Nie raz udawałem się tutaj na polowania z ojcem, czy przyjaciółmi. Mimo to kobieta była nieco niepewna.
-Proszę się niczym nie martwić. Nic tu Pani nie grozi-rzuciłem, odwracając głowę w jej kierunku.
<Alysanna? Lepiej? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz