piątek, 25 kwietnia 2014

Od Irisy C.D Joraha

Uniosłam kąciki ust, wzdychając cicho. Spodziewałam się właśnie takiej odpowiedzi Sir Joraha. Północ, Wschód, a także znaczące wpływy na Zachodzie dawały szansę na zjednoczenie Czterech Królestw. Moim zadaniem w tym małżeństwie było tylko urodzenie władcy Północy syna, dziedzica tronu.
- Dobrze się spisałeś, chłopcze - zwróciłam się do stojącego przede mną Branena. - Masz rodzinę?
- Matkę oraz dwóch starszych braci, Pani. Ojciec zmarł rok temu w wyniku gorączki - wyjaśnił szybko. Jego wzrok powędrował w stronę stołu, na którym czekała na mnie kolacja.
- Branenie, siadaj i jedz - wskazałam na krzesło. - Ty potrzebujesz posiłku w tej chwili znacznie bardziej niż ja.
- Ależ Pani..
- Jedz - przerwałam mu i wróciłam do ponownego czytania listu. A zatem ślub. Westchnęłam i wstałam ze swojego łoża. Podeszłam do stołu, siadając obok błyskawicznie pochłaniającego mięso pieczonej kaczki chłopca.
- Wraz ze swoją matką i rodzeństwem przeniesiecie się na zamek - oznajmiłam. - Czym zajmują się Twoi bracia?
- Najstarszy, Atos, jest kowalem, a średni, Roth, uczy się sztuki czytania i pisania. Moja matka potrafi sprzątać i gotować - zapewnił szybko. Na jego policzkach pojawiły się wspaniałe rumieńce.
- W takim razie Atos zacznie pracować w mojej kuźni, a Roth rozpocznie pobieranie nauk u maestra Godwina. Nie martw się też o swoją matkę, na zamku potrzebne jest wiele rąk do pracy - uśmiechnęłam się do złotowłosego kilkunastolatka. - A Ty, Branenie, dołączysz do grona moich posłańców. Tak mogę Ci wynagrodzić Twoje tak szybkie i skuteczne dostarczenie tych listów.
- Pani, moja rodzina będzie zaszczycona - chłopiec odepchnął krzesło, na którym siedział i padł przede mną na kolana. Pokręciłam z rozbawieniem głową.
- Wstań i skończ jeść, jak przystoi wychowanemu Thessończykowi - pouczyłam go. Branen mrugnął kilkakrotnie, jakby nie zrozumiał co do niego mówię. Poklepałam go po ramieniu i wstałam, poprawiając moją szmaragdową suknię.
- Masilla się Tobą dzisiaj zajmie, Branenie. Z samego rana wyślemy..
- A co będzie robił w nocy? - znienacka przerwał mi głos brata. Odwróciłam się w stronę okna. Rudowłosy, młody mężczyzna stał przy oknie, schowany w cieniu. Bezszelestnie wtargnął do środka mojej komnaty.
- Caspain! - spojrzałam na niego gniewnie. - Na pewno nie spędzi jej z Tobą. Dlaczego mnie przestraszyłeś?
- Mogłaś zamknąć okno - zauważył beztrosko. Podszedł bliżej, ukazując się w blasku świec. - Czemu nie spędzi? Ładną ma twarzyczkę.
- Nie spędzi, ponieważ ma nie więcej niż dwanaście lat, a ja nie zamierzam pozwolić na znęcanie się nad dzieckiem pod moim dachem - powiedziałam. - Co nie dociera do moich uszu jest Ci wybaczone, ale gdy dowiem się o..
- Iriso - Caspain rozłożył szeroko ręce i objął mnie. - Nie zamierzam skrzywdzić żadnego dziecka podczas pobytu na Twoim zamku. Obiecuję.
- I obyś tej obietnicy nie złamał - ostrzegłam. - Branenie, wybacz mojemu bratu ten.. Żart. Mówisz, że Sir Jorah wysłał czterech jeźdźców do mojej matki?
- Tak, Pani - Branen nieśmiało spoglądał na Caspaina.
- Więc zamierza faktycznie zdążyć ze ślubem przed zimą - stwierdziłam. - Dziękuję, chłopcze. Idź, odszukaj Masillę i powiedz, że przysłałam Cię do niej - posłałam mu łagodny uśmiech. Odczekałam chwilę, aż zamknęły się za Branenem drzwi od mojej komnaty. - Mam niewiele czasu na wybranie swoich namiestników. Zamierzam pół roku spędzać na Północy, wraz z mężem, a kolejne pół na swoich ziemiach. Nie rozstanę się z nimi. Jak myślisz, Caspainie, gdzie ja znajdę troje tak zaufanych ludzi?
- Ciebie nikt nie zdradzi, siostrzyczko. O to nie musisz się martwić, zapewniam Cię - roześmiał się. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Słowa Caspaina zawsze powinno się dwojako interpretować.
- Może masz rację. Nie powinnam się tym na razie przejmować. Trzeba czekać na list od naszej matki.
(Sir Jorahu? Piszmy do siebie listy :3)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz