poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Od Iltrana

Pewnego ciepłego ranka, gdzieś na zachodzie, choć mało ważne gdzie, siedziałem pod rozłożystym dębem i jakoś nie specjalnie miałem ochotę się stamtąd ruszać. Zakończyła się właśnie kolejna moja wyprawa, której celem było tym razem pogłębienie moich zdolności alchemicznych. Była doprawdy interesująca, a zioła jakie poznałem z pewnością znajdą w przyszłości jakieś zastosowanie. Las po deszczu był najbardziej żywym miejscem jakie tylko można było znaleźć. Jego zieleń aż raziła po oczach. Liście mieniły się w słońcu, każdy zakamarek wypełniła miła woń, a nawet w najdalszych leśnych ostępach słychać było wesoły świergot ptaków. Na ściółce ukazało się wiele jasnych plamek, które to stworzyło światło przedzierające się przez liście. Było bardzo spokojnie, tak bardzo, że mógłbym tam pozostać. Lekki wiaterek szumiał pośród koron, a gdzieś w oddali buczały pszczoły, zapewne więc w pobliżu znajdowała się jakaś barć. Nie miałem ochoty choćby podnieść się z ziemi. Byłem jeszcze lekko zaspany. Podczas wyprawy prawie nie spałem, a ta noc była pierwszą w jaką udało mi się zamknąć powieki. Jednak nie na długo. Jak zwykle ukazały mi się niejasne wizje, ale cóż taki już mój żywot.
W egzystencję lasu wdarł się tętent kopyt, który wcale mnie nie ucieszył. Zapewne żołnierze, a to oznacza, że czym prędzej trzeba zejść ze szlaku. Nie chciałem ryzykować spotkania z żadną jednostką wojskową, czy chodziło o konnicę, czy piechotę, czy łuczników. Zazwyczaj są zbyt ciekawscy, a ja na pewno nie mam zamiaru się tłumaczyć.
Wlazłem na buk, pod którym do niedawna jeszcze siedziałem. Teraz usadowiłem się na jego konarze wysoko ponad ziemią i obserwowałem co zrobią. Jak przypuszczałem nie zwrócili nawet uwagi na otaczający ich krajobraz. Jechali przed siebie nie rozglądając się. Mnie ciężko byłoby nie spojrzeć na takie miejsce. Wyjątkowo przypadł mi do gustu ten las. I bynajmniej nie chodziło o to, że lubię buki. Raczej o fakt, że mało kto tam zaglądał, a to ważne, kiedy planuje się oddalić od ludzi jak najdalej. Zaczynałem się już nawet zastanawiać, czy się by tu nie osiedlić, ale to dopiero, kiedy skończę swoje podróże. Teraz mam zbyt wiele świata do odkrycia.
Ruszyłem przez las. Póki co chciałem odpocząć z dala od ludzi, a upatrzyłem sobie już miejsce, które wyśmienicie spełni ten wymóg. Koło południa dotarłem wreszcie do celu. Było to niewielkie jeziorko o gładkiej tafli, w której doskonale odbijały się okoliczne drzewa. Po drugiej stronie stał sporej wielkości jeleń i dwie łanie. Nie zwróciły nawet uwagi, gdy usiadłem na brzegu i napełniłem krystalicznie czystą wodą swój bukłak. Następnie sam się napiłem i położyłem na ziemi patrząc na jasne niebo, po którym płynęły leniwie obłoki.

<Edhelras?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz