W egzystencję lasu wdarł się tętent kopyt, który wcale mnie nie ucieszył. Zapewne żołnierze, a to oznacza, że czym prędzej trzeba zejść ze szlaku. Nie chciałem ryzykować spotkania z żadną jednostką wojskową, czy chodziło o konnicę, czy piechotę, czy łuczników. Zazwyczaj są zbyt ciekawscy, a ja na pewno nie mam zamiaru się tłumaczyć.
Wlazłem na buk, pod którym do niedawna jeszcze siedziałem. Teraz usadowiłem się na jego konarze wysoko ponad ziemią i obserwowałem co zrobią. Jak przypuszczałem nie zwrócili nawet uwagi na otaczający ich krajobraz. Jechali przed siebie nie rozglądając się. Mnie ciężko byłoby nie spojrzeć na takie miejsce. Wyjątkowo przypadł mi do gustu ten las. I bynajmniej nie chodziło o to, że lubię buki. Raczej o fakt, że mało kto tam zaglądał, a to ważne, kiedy planuje się oddalić od ludzi jak najdalej. Zaczynałem się już nawet zastanawiać, czy się by tu nie osiedlić, ale to dopiero, kiedy skończę swoje podróże. Teraz mam zbyt wiele świata do odkrycia.
Ruszyłem przez las. Póki co chciałem odpocząć z dala od ludzi, a upatrzyłem sobie już miejsce, które wyśmienicie spełni ten wymóg. Koło południa dotarłem wreszcie do celu. Było to niewielkie jeziorko o gładkiej tafli, w której doskonale odbijały się okoliczne drzewa. Po drugiej stronie stał sporej wielkości jeleń i dwie łanie. Nie zwróciły nawet uwagi, gdy usiadłem na brzegu i napełniłem krystalicznie czystą wodą swój bukłak. Następnie sam się napiłem i położyłem na ziemi patrząc na jasne niebo, po którym płynęły leniwie obłoki.
<Edhelras?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz