Kobieta spogląda na trupy dwóch oprychów. Na krew, która pomału sączy się z ich klatek piersiowych. Omiata wzrokiem resztę przestrzeni, kiedy to w końcu jej wzrok napotyka wijącego się na ziemi mężczyznę.
- Żałosne - Mówi chłodnym tonem.
Mężczyzna ociera twarz rękawem i patrzy na nią z przerażeniem w oczach. Petyr naciąga strzałę na cięciwę, celując w owego jegomościa. Kobieta powstrzymuje go gestem dłoni.
- Dziękuję Ci, litościwa Milady - Mówi chrapliwym głosem po czym głośno kaszle. Kiedy ponownie się uspokaja, w dalszym ciągu siedząc na ziemi.
- Kimże jesteś, jeśli mogę spytać? - Pyta cicho, podnosząc się. Daeron czujnie obserwuje każdy jego ruch, trzymając głowicę miecza w żelaznym uścisku. W każdej chwili jest gotów zabić napastnika.Kobieta, której twarz osłania cień kaptura, delikatnie odsuwa go, żeby jej rozmówca dokładniej przyjrzał się jej twarzy.
- Nie zdradzę Ci tego, a przynajmniej nie teraz. Jesteś mi potrzebny, Theonie. Musisz kogoś dla mnie odnaleźć.
- Nie do końca tym się zajmuję, moja pani. A przynajmniej... - Urwał i spojrzał na nią, pocierając palce.
- Oczywiście, że tym. Dostaniesz przyzwoite wynagrodzenie. A po za tym, jesteś mi winny przysługę. Wszak uratowałam CI życie - Kończy i uśmiecha się sztucznie. Jest zmęczona. Zmęczona ciągłą ucieczką, zmęczona poszukiwaniami.
- Idziemy - Mówi ostro Petyr. Theon rzuca mu groźne spojrzenie ale mimo idzie. Annora ma zamiar podążyć za nimi, jednak Daeron ciągnie siostrę za ramię.
- Ufasz mu? - Szepcze jej do ucha.
- Oczywiście, że nie - Odpowiada.
- A więc nie zamierzasz się zdradzać? - Dziewczyna spogląda za najemnikiem. Jest wystarczająco daleko.
- Wszyscy myślą, że dawno nie żyjemy. Nikt mnie nie zna. Nie trak szybko zorientuje się, dlaczego akurat moja persona jej szuka. Po za tym, wszyscy jej szukają. Mogę być każdym.
Brat puszcza ją, idą krok w krok. Konie stoją dalej, najemnik już czeka. Ma związane ręce, siedzi na koniu przywiązanym do wierzchowca jej brata. Patrzy na nią, patrzy z gniewem ale zarazem z wdzięcznością. Wygląda źle, jest mocno poturbowany. Zasłania twarz bardziej i wsiada na swą karą klacz. Skna głową do Petyra i brata, oni również wsiadają na swoje konie.
***
Znajdują się w niewielkim, pospolitym mieszkaniu. Nie rzucają się w oczy, Petyr ma nad wszystkim kontrolę. Stanowczo, jest dobry w swoim fachu. Dobrze jest mieć go po swojej stronie, jest mocnym sprzymierzeńcem.
- Gdzie jesteśmy? - Siada na łóżku wskazanym przez kobietę. Mężczyźni wychodzą, do pokoju wchodzi znajomy zielarz. Ogląda pacjenta i wyciąga bandaże.
- Mało znana, mała wieś. Spokojnie.
- Może zechcecie mnie rozwiązać? - Jest cały ubabrany krwią, wygląda na ledwo żywego. Mówi słabym głosem.
- Nie. Później.
- Jesteś dość małomówna Pani, powiesz mi czego ode mnie żądasz?
Ściąga kaptur i wyciąga ozdobną szpilkę. Jej białe włosy opadają kaskadami na ramiona i plecy.
- Antaryon? Ciekawe, myślałam że już wszystkich was powybijali - Mówi zgryźliwie i uśmiecha się złowieszczo.
- Zamilcz, bo osobiście Cię zabiję - Warczy. W głębi duszy, cieszyła się że prawdopodobnie nie do końca wiedział kim jest. W sumie, mało kto teraz by ją poznał. Ukrywała się od dziecka, wszyscy myślą że od dawna nie żyje.
- Kogo szukasz?
- Alysanna Baelish.
- Fiu fiu. Widzę Pani, ty i twoja trupa jesteście jakimiś zabójcami z Północy. Macie zapewne nadzieję, że za jej głowę Mormont was ułaskawi?
- Przekażesz jej kilka informacji. Ewentualnie sprowadzisz do mnie - Powiedziała nie zważając na jego słowa. Niech myśli co chce. Nie musi wiedzieć wszystkiego. Miała nadzieję, że tym razem trop się nie urwie, że ją znajdzie. Wolała wynająć kogoś prostego, kto nie będzie rzucać się w oczy i nie będzie oczekiwać od niej kosmicznych wynagrodzeń.
- Jak już mówiłam, kilka tysięcy piechotą nie chodzi - Uśmiecha się delikatnie. Na twarzy najemnika maluje się zdziwienie i zachwyt, poniekąd.
- To jak? - Pyta cicho.
(Theon?)
Tak bardzo twórcze ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz