piątek, 25 kwietnia 2014

Od Iskry C.D Williama

 Usłyszałam szelest liści. Kątem prawego oka zauważyłam młodego mężczyznę. Poruszał się cicho i zwinnie jak kot. Zeskoczył z drzewa i wylądował miękko na nogach. Wstał i ogłuszył dwóch żołnierzy stojących z tyłu. Od razu zorientowałam się, że używa magii. Zmrużyłam oczy i rzuciłam się na ich dowódcę. Lewym sierpowym uderzyłam go w twarz. Zrobiłam półobrót i kopnęłam go z całej siły w splot słoneczny. Następnie wyciągnęłam z pochwy - była ona przymocowana do mojej lewej kostki - sztylet. Trzymałam w prawej ręce. Jeśli źle się trzyma sztylet na przykład za mocno to nie można wykonać kilku zwinnych cięć. Ja jednak już kilka lat się nim posługiwałam i doskonale nim władałam. Dowódca żołnierzy natarł na mnie, jednak ja chwyciłam lewą ręką jego lewą dłoń i zrobiłam przewrót. Następnie kopnęłam go w szczękę, przez co usłyszałam odgłos łamanych kości. Złapałam go za włosy i szarpnęłam do tyłu.
 - Nie wiesz, co robisz.
 - Doskonale wiem co robię - odpowiedziałam.
 - Jeśli mnie zabijesz, król wyśle armię na ciebie i twoją rodzinę - odpowiedział uśmiechając się.
 Podniosłam rękę i uderzyłam go w twarz.
 - Nie groź mojej rodzinie! - syknęłam.
 - Możesz ją uratować, wychodząc za mąż za mnie - rzekł.
 To mnie kompletnie dobiło, on zaś głupio się uśmiechał. Trudno jeśli nie wyjdę za mąż za niego to skrzywdzi moją rodzinę. Puściłam go, a on upadł na ziemię i zwinął się. 
 - Smaż się w piekle! - krzyknęłam.
 Odwróciłam się do mojego wybawcy chcąc mu podziękować. Stał tam i patrzył na mnie. Podeszłam nie pewnym krokiem i podałam mu rękę. On odwzajemnił uścisk ręki.
 - Dziękuję Ci - powiedziałam - jak mogę ci się odwdzięczyć?
 - Nie mogę nic przyjąć, iż moim obowiązkiem jest ratowanie dam z opresji- odpowiedział łagodnie.
 - Och - mruknęłam - Ale musisz wiedzieć, że zawsze będziesz mile widziany w mojej wiosce.
 Po czym skinął głową i odszedł. Widziałam jeszcze jego szczupłą sylwetkę, która znikała we mgle.
 Odetchnęłam głęboko i odwróciłam się do Ryka. Podeszłam do niego. 
 - Jutro, koło wielkiego dębu spotkamy się i tam odpowiesz mi czy ożenisz się ze mną.
 Tymi słowami strasznie mnie zdenerwował. Kopnęłam go i odeszłam. Kierowałam się do pobliskiego strumyczka, by się umyć i napić.
 W jednej czwartej drogi zebrały się ciemne chmury i rozpoczęła się burza. Momentalnie zaczęłam szukać jakiegoś schronienia. Ucieszyłam się kiedy znalazłam jaskinię. Weszłam do niej i rozpaliłam ogień. Następnie położyłam się spać. 
 Rano znalazła mnie straż. Doprowadziła mnie do ich przewodniczącego czyli do Ryka. 
 - Witaj moja piękna żono, mamy dzisiaj piękny dzień, nieprawdaż?
Zaczęłam modlić się o jakikolwiek cud.
 
 < William? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz