- Widzę, że nie przeszkadzam- stwierdził mężczyzna, przysiadając się do mnie. Prychnąłem z pogardą.
- Jak zawsze przychodzisz w nieodpowiednim momencie. Co dla mnie masz?
Posłaniec bez słowa wyciągnął zza płaszcza kopertę i podał mi ją. W zamian ja dałem mu małą sakiewkę.
- Interesy z tobą to czysta przyjemność- powiedział i odszedł. Westchnąłem znużony, dopiłem piwo i wróciłem do domu.
***
Następnego dnia zebrałem w sobie siły i wstałem o świcie. Cieszyłem się, że wczoraj ograniczyłem ilość wypitego alkoholu do czterech kufli. W innym wypadku pewnie męczyłby mnie teraz kac. Przywołałem swój wygląd do porządku i wybrałem się do miasta. Odwiedziłem kilku informatorów, odwiedziłem czarny rynek, zrobiłem zakupy. A potem wybrałem się do zamku Księżnej Południa.
Normalny, szary obywatel raczej nie mógłby sobie, ot tak, wejść na teren księżnej. Jednak bywałem tu ostatnio dość często, więc strażnicy dobrze mnie znali. Wprowadzono mnie do sali konferencyjnej i pozostawiono samego. Z całkowitym spokojem usiadłem na bogato zdobionym krześle. Usłyszałem jak drzwi za mną się otwierają, a chwilę później przede mną stanął chudy, blady mężczyzna, o szarych oczach i ciemnych włosach. Wyglądał...trupio. I intrygująco.
Uśmiechnąłem się nonszalancko i wstałem.
- A więc to jest słynny Edhelras Lixkheran Valris- powiedziałem, nadal się uśmiechając. Skłoniłem się lekko.
<Gadzi języczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz