sobota, 26 kwietnia 2014

Od Irisy C.D Joraha

Nie wiedziałam o przyjeździe mojej matki do Thesson. Widok orszaku zmierzającego w stronę zamku był dla mnie sporym zaskoczeniem.
- Widzisz może chorągwie Północy, Olyvarze? - spytałam stojącego obok mnie Forgety' ego.
- Nie umiem ich dostrzec, moja Pani. Według mnie, Lord Mormomt przybędzie dopiero za kilka dni, aby rozmawiać z Lady Lorienne na temat ślubu. I przede wszystkim, by poznać Ciebie przed ceremonią - dodał po chwili. Westchnęłam i odwróciłam się gwałtownie.
- Mikkela znałam od zawsze, a o tym człowieku nic nie wiem - powiedziałam z rezygnacją w głosie. - Może okazać się pozbawionym szacunku dla kobiet sadystą. Lub, co gorsza, degeneratem.
- Iriso, nie myśl tak - Olyvar objął mnie ramieniem. - Sir Jorah jest jednym z bardziej honorowych mężczyzn, jakich w swoim życiu poznałem.
- Poznałeś go? - spojrzałam zaskoczona na przyjaciela. Powolnym krokiem ruszyliśmy w dół schodów prowadzących do baszty, z której wypatrywaliśmy jeźdźców.
- Tak. Dwa lata temu, tuż po śmierci Mikkela, rzuciłem wszystko i postanowiłem zostać najemnikiem. Zaciągnąłem się do armii Lorda Mormonta, który wówczas zmagał się z wojną domową. Wypatrzył mnie na polu bitwy i rozpoznał moją tożsamość z powodu mojej nieostrożności, specyficznego stylu walki. Poza tym, zachowałem się jak głupi szczeniak i wziąłem miecz, który niegdyś dostałem z rąk ojca - zaśmiał się. - Kazał mnie związać i przyprowadzić do swojego namiotu. Tam rozciął moje pęta. To był dla mnie szok. Zawsze myślałem, że Północ nienawidzi Wschodu. A on złożył mi kondolencje i podziękował za walkę po jego stronie. Owszem, to człowiek surowny, przywiązany do Północy jak mało kto, ale nie pozwoli Cię skrzywdzić. Sam też tego nie zrobi.
- Mnie nikt nie skrzywdzi - oznajmiłam ostro, a Olyvar znów nie mógł powstrzymać śmiechu.
- To fakt. Nie wyobrażam sobie byś dała komuś jakąkolwiek władzę nad sobą - stwierdził. Odpowiedziałam mu delikatnym uśmiechem.
- Pani, bramy zostały otwarte. Możesz rozpoczynać audiencję - Masilla znienacka pojawiła się obok. Kiwnęłam ze zrozumieniem głową i podążyłam za nią do sali tronowej. Przekraczając Milowe Drzwi myślałam tylko o synu, jakiego miałam urodzić. Obcemu człowiekowi.
(...) Wieśniaków nigdy nie pojawiało się wielu. Ludzie Wschodu byli gospodarni, obeznani ze sztuką, kochający zabawę. Tylko nieliczni potrzebowali pomocy Księżnej Wschodu.
- Kiedy to się stało? - spytałam, zakładając prawą nogę na lewą.
- Kilkanaście dni temu, Pani. Nasz lekarz nie miał swojego następcy i teraz starzy obawiają się, że cała wioska nam pomrze - mężczyzna mówił prostym, chłopskim językiem.
- Maestrze Godwinie, jeden z Twoich uczniów uda się do tej wioski i obejmie obowiązki medyka, dopóki nie znajdziemy odpowiedniego zastępstwa za zmarłego - zwróciłam się do swojego maestra.
- Myślę, że Connis jest już gotowy by zakończyć nauki i zostać prawdziwym lekarzem - odparł nadworny medyk, przeszło sześćdziesięciosiedmioletni starzec. Uniosłam kąciki ust.
- Czy..
- Lady Iriso, przybyła Twoja matka! - po sali tronowej wbiegł Branen, mój najmłodszy jeździec. Podniosłam się z tronu.
- Zatem wyjdźmy jej na przywitanie, moi drodzy - westchnęłam.
(Sir Jorahu? Przyjeżdżaj już :3)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz