wtorek, 22 kwietnia 2014

Od Eilistraee

-Kim jesteś?-zawarczał strażnik. Spojrzała mu w oczy. Jego twarz od razu przybrała łagodniejszy wyraz.
-Eilistraee z Asshai.-odpowiedziała cichym tonem.-Przyszłam spotkać się z Lordem Mormontem. Mam cichą nadzieję, że jest o możliwe.
-Tak, oczywiście.-odparł.-Proszę.
Strażnik z pomocą innego mężczyzny otworzył pozłacaną, potężną bramę.
-Bóg błogosławi Twoją duszę, żołnierzu.-uśmiecha się tajemniczo i znika na dziedzińcu. Zostaje wpuszczona do środka zamku. Gigantyczny. Gigantyczny i zimny jak cała Północ. Kieruje się do mężczyzny samotnie siedzącego przy stole do obrad.
-Witaj, Panie.-kłania się przed nim nisko.-Jestem Eilistraee z Asshai. Wiem czego szukasz, Panie.
Mężczyzna podniósł wzrok. Był zdziwiony ale najwyraźniej gościł u siebie już wielu doradców.
-Doprawdy?-spytał z nutą sarkazmu.-Czegóż?
-Kobiety.-uśmiechnęła się delikatnie.-O włosach w kolorze pszenicy, oczach koloru głębokiego szafiru i nazwisku Baelish. Nie jej szukasz, Panie?
-Jej.-odpowiedział zaskoczony.
-Alysanna Baelish. Znajduje się obecnie na Zachodzie.-kapłanka kontynuuje.-Za jej głowę wyznaczona jest podobno spora suma złota. Dlaczego?
-Gdy dorośnie, znajdzie armię i będzie chciała odbić Południe. Nie jest to wielkim problemem ale problemy należy dusić w zarodku czyż nie?
Eilistraee potakuje.
-Więc musisz się spieszyć Panie. Wychodzi za dziedzica Zachodu. Wtedy będzie miała i armię i mocnego sojusznika.-wyjaśnia. Lord Mormont potwierdza skinieniem głowy. Kobieta odwraca się i rusza w stronę wyjścia.
-Poczekaj, kapłanko.-mężczyzna podnosi się. Eilistraee odwraca wzrok. Jej oczy błyszczą jak płatki śniegu za witrażami.

<Jorahhhhh>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz