Wyszła z sali, zaraz potem wychodząc z zamku. Przygotowany dla niej koń czekał już na dziedzińcu. Wskoczyła na niego i okryła się wilczym futrem. Spojrzała jeszcze raz na siedzibę władców Północy i odjechała pozostawiając po sobie tylko echo stukotu kopyt. Czekała ją parodniowa droga na Wschód.
***
Uśmiechała się widząc łąki pełne letniego kwiecia. Wschód miał najpiękniejsze ogrody w kraju. Zapach kwiatów był niezwykle intensywny. Piękne miejsce. Bywała tu rzadko, niestety. Przedzierała się przez pole lawendy. Ich kolor pasował do jej włosów, oczu i szaty. Na ukwieconym wzgórzu piął się zamek. Równie piękny co pola i ogrody. Przyspieszyła.
***
Zostawiła konia dworskiemu stajennemu. Sama ruszyła w stronę bram. O dziwo została wpuszczona bez problemu. Wślizgnęła się do środka. Po przebyciu sporej liczby korytarzy dotarła do sali tronowej. Ukłoniła się nisko przed młodą, rudowłosą kobietą.
-Lady Irisa.-jej głos przybrał delikatną, hipnotyzującą barwę. Jak kwiaty tutaj.-Wyglądasz pięknie. Nazywam się Eilistraee, pochodzę z Asshai na Południu. Znam Lady Lorienne, Twoją matkę, Pani.
-Moja matka opowiadała mi o Tobie.-kobieta podchodzi bliżej.-Podobno potrafisz czytać z ludzi niczym z ksiąg. To prawda?
-Tylko Bóg potrafi takie rzeczy.-kąciki jej ust nieznacznie się podnoszą.-Ja po prostu go słucham.
Mężczyzna stojący w rogu sali obdarza ją wrogim spojrzeniem. Eilistraee posyła mu łagodny uśmiech.
<Irisa? Caspain?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz