wtorek, 22 kwietnia 2014

Od Iltrana c.d. Cassandry

Wędrowałem przez las, jakich nie mało. Każdy jednak miał w sobie coś niezwykłego. Ten znajdował się gdzieś na granicy południa, a co za tym idzie przeważały tu drzewa liściaste, choć udało mi się odnaleźć kilka modrzewi i świerków. Podszyt był bujny, miejscami nawet zbyt bujny, co przeszkadzało w wędrówce po ziemi. Dlatego też poruszałem się po konarach drzew przeskakując z jednego na drugie. Kora była szorstka, bądź prawie gładka, zależało od gatunku, ale różnorodność w lesie jest pożyteczna.
Zbliżał się wieczór. Ostatnie promienie słońca tańczyły pomiędzy liśćmi. Gdzieś w oddali zamilkł odgłos dzięcioła, a zastąpiło go ciche pohukiwanie sowy. Po pewnym czasie nawet cykada świerszczy postanowiła przerwać swój koncert, a na świat zstąpiły całkowite ciemności. Jednak w tej nicości jaką była noc co chwilę słychać było jakieś odgłosy. Siedziałem wówczas na niewysokim dębie. Jakieś zwierzę złamało gałązkę stąpając poniżej, co spowodowało zwrócenie mojego wzroku w tamtą stronę. Nim jednak to zrobiłem czmychnęło w ciemność i więcej go nie widziałem. Tymczasem gdzieś pośród nocy dojrzałem blask ognia. Musiał być tam człowiek.
Nie żebym chciał go spotkać, po prostu chciałem zobaczyć kto zakłóca spokój lasu. Zlazłem z drzewa i podążyłem dalej w stronę ognia. Na skraju polany skryłem się w krzewach. Były aż nadto gęste bym mógł pozostać niezauważony. Niestety zbyt gęste, by uniknąć niepotrzebnych szelestów.
Na polanie nieopodal ognia leżała kobieta. Nuciła coś, lecz ledwo mogłem to usłyszeć. Nie miałem pojęcia co robi w lesie. Nie widziałem nikogo dookoła, a coś mówiło mi, że jest sama. Wtedy próbując rozejrzeć się na oświetlanej przez ognisko polanie spowodowałem szelest w krzakach. Widziałem jak zerwała się na równe nogi i zaczęła nerwowo rozglądać. Nie miałem zamiaru jej nastraszyć, dlatego też wysunąłem się na polanę. Wyglądało na to, że i tak to zrobiłem.
Jednocześnie zadaliśmy sobie najbardziej intrygujące nas pytania. Chyba nie zamierzała mi na moje dać odpowiedzi. Przyglądając się jej mogłem zauważyć, że chyba nie jest tylko człowiekiem.
-Zwą mnie Iltran i jestem druidem –powiedziałem. –Jak Cię zwą i co robisz w tym lesie?
Zawahała się przed udzieleniem mi odpowiedzi. Wcale się nie dziwiłem. Ludzie z reguły nie są ciepło nastawieni do innych istot myślących poza sobą, choć i co do tego drugiego nie jestem pewny. Zresztą co do nich to nigdy niczego nie można być pewnym. Mam wrażenie, ze nigdy ich nie zrozumiem. Powracając jednak do nieznajomej to chyba wciąż nie była pewna czy powinna mi odpowiedzieć.
Po chwili czekania usiadłem na ziemi. Mogłem poczekać, a nawet jeślibym się nie dowiedział, to raczej nie będzie mnie to obchodziło. Niech sobie ludzie robią co chcą, nie będę w ich sprawy ingerował, póki oni nie będą się mieszać do moich.
–Czyż nie wolno mi przebywać w lesie? –odezwała się w końcu dziewczyna.
–Zauważę, że niczego takiego nie powiedziałem –odparłem wstając.

<Cassandra?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz