Widziała w nim ciemność. Ciemność i siłę a to nie było zazwyczaj dobrym połączeniem.
Wyszła z sali. Sunęła niczym cień. I poczuła znajome uczucie bycia obserwowaną. Przez znajomą personę.
Tym razem nie miała zamiaru z nim grać i udawać, że go nie widzi. Tajemniczy ruch dłonią i Lord Caspain leżał na ziemi. Kolejny ruch i zaczął krzyczeć.
-Przestań!-byli zbyt daleko sali by ktokolwiek mógł go usłyszeć. A nawet jeśli byliby blisko, wewnątrz panował gwar skutecznie go zagłuszający. Przycisnęła go nogą jeszcze mocniej zimnej posadzki.
-Być może na inne kobiety działa śledzenie ich w mroku.-wyszeptała spokojnie.-Być może. Lecz nie na mnie, Lordzie. Ja jestem kobietą innego rodzaju. Mogłabym Cię teraz zabić. Mogłabym schować Twoje martwe ciało. Mogłabym misternie upozorować to na nieszczęśliwy wypadek. Mogłabym, ale daruję Ci.
-Kim Ty do cholery jesteś?-patrzał na nią. Szok mieszał się z furią.
-Przynoszącą światło.-pozwoliła mu wstać.
Odwróciła się na pięcie i powolnym krokiem ruszyła w stronę swojej komnaty. Nie przeszła zbyt dużego dystansu, coś z wielką siłą powaliło ją na podłogę. Rudowłosy mężczyzna w ułamku sekundy znalazł się nad nią ze sztyletem w ręce. Miała szansę skręcić mu teraz kark. Wolała jednak chwilę go jeszcze podrażnić.
-Czyżby Twoja siostra, Lordzie, nie zabrała Ci wszystkich zabawek?-uśmiechnęła się kpiąco.-Niczym małe dziecko. Uważaj Panie, sądzę, że ten nożyk jest ostry. Idealny do dłubania w zębach.
Poczuła chłód stali na swojej szyi. Uśmiech nie schodził z jej ust.
Dotknęła jego włosów. Przypominały jej płomień, czerwień, kolor zła. Jej dłoń zsunęła się na jego twarz. Patrzała na mężczyznę swoimi chłodnymi oczami, niemalże zaglądając w jego duszę. Nie robiło to jednak na nim najmniejszego wrażenia. Dłoń kobiety nadal dotykała jego twarzy a jego ostrze nadal znajdowało się na wysokości jej szyi. Jeden niefortunny ruch i skończy z poderżniętym gardłem.
<Caspain?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz