sobota, 26 kwietnia 2014

Od Eilistraee C.D Caspaina

-Intrygujesz mnie, Panie.-odpowiedziała nadal się uśmiechając.-Uważaj na siebie, młody Lordzie.
Wyszła z jego komnaty. Odetchnęła z ulgą. Jej gra aktorska, umiejętność wyjścia z najgorszej sytuacji były niezawodne. Wystarczyło tylko użyć niewygodnych dla niej słów błagam i proszę.

***

Siedziała w altanie w ogrodzie. Wdychała woń kwiatów. Oprócz śpiewu ptaków nasłuchiwała także rozmów. Rozmowy były ciekawsze. 
Usłyszała czyjeś kroki. Tym razem się nie ukrywał.
-Piękny dzień.-usiadł obok niej. Zaczął ostrzyć myśliwski nóż.
-Zgadzam się, Lordzie.-na jej usta wpłynął uśmiech.-Piękny.
Nastała niezręczna cisza. Tylko śpiew ptaków, odgłosy owadów, szum drzew i rozmowy. 
-Nie boisz się, Panie?-spytała nagle.-Południe pamięta.
-Południe nie istnieje.-mruknął.-Południe jest teraz Północą. Ironia.
-Południe nie istnieje.-powtórzyła jego słowa.-Ale ludzie żyją dalej. Alysanna Baelish. Annora Antaryon. Nie boisz się Lordzie? Jedna z nich ma wyjść za Lorda Zachodu. 
-Baelishowie nie żyją.-odparł pewnie.
-Więc dlaczego Alysanny i jej babki szuka armia? Czarne Płaszcze? Wszyscy? Dlaczego wyznaczono za jej głowę tak nieprawdopodobną sumę złota?-spojrzała na niego. Nie odpowiadał. Znowu milczenie. Nienawidziła gdy ktoś milczał chociaż lubiła ciszę.
-Powiedz mi coś o sobie kapłanko.-powiedział nagle. Z lekka zbiło ją to z tropu.
-Co konkretnie chcesz wiedzieć, Lordzie?-spytała uśmiechając się.-Moje życie nie jest niczym szczególnym.
-Ktoś z taką wiedzą musi mieć niezwykle ciekawą biografię.-uśmiechnął się złośliwie.
Nie lubiła gdy rozmówca na nią naciskał. Skrzywiła się nieznacznie.

<Caspain?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz