wtorek, 22 kwietnia 2014

Od Cassandry C.D Joraha

- Witaj, Cassandro- usłyszałam za plecami. Właśnie robiłam małej dziewczynce okład z liści Ninuressu. Całe trzy tygodnie spędziłam na Zachodzie. Mieli tam jakąś epidemię, trzeba było się tym zająć. Jako córka druida przejęłam część jego zdolności, więc często jeżdżę po królestwie. I zawsze mam ręce pełne roboty.
 Skończyłam okład i pozwoliłam dziewczynce wyjść. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam Horlassa, młodego najemnika. W ręku trzymał jakiś zwój.
 - Witaj, Hor. Co masz dla mnie?- spytałam, próbując ukryć zaniepokojenie. Wyglądał na niezadowolonego.
 - Widzisz, Lord Felsaroth będzie jechał na Północ.
- A co mi do tego?
- Chce, żebyś też jechała- odparł cicho.- W sumie, to masz jechać pierwsza. Sprawdzić, co jest grane. I czekać tam na niego.
 Westchnęłam głośno. Poznałam księcia Zachodu już drugiego dnia mojego pobytu tutaj. Nie wiedziałam, że będę go widywać prawie codziennie. Ale tak właśnie było. Część jego żołnierzy zachorowała i musiałam ją wyleczyć. Teraz już się to uspokoiło.
 - A po co ja?- dopytywałam. Mężczyzna wzruszył ramionami.
 - Jorah cię zna, prawda?
 Skinęłam głową. Poznaliśmy się kilka lat temu. Stara historia.
 Nawet nie zauważyłam, gdy Horlass wyszedł.

 ***

 Następnego dnia z samego rana spakowałam swój niewielki dobytek, wzięłam jednego z najszybszych koni i udałam się do Hammshert. Kiedy wreszcie tam dotarłam, zaczęły wracać wspomnienia. 16-letnia ja, biegnąca za młodszym Jorahem i prosząca o schronienie. Płacz.
 Potrząsnęłam głową. To tylko wspomnienia. Nic więcej. Ostatni raz byłam tu w zeszłym roku. I spędziłam tu miłe dwa miesiące.
 Stałam przed bramą zamku i czekałam aż strażnik mnie wprowadzi. Nie czekałam aż mnie zaprowadzi do swojego pana, bo pierwsza go zauważyłam. Szedł przez plac i wchodził do środka. Dogoniłam go szybko. Kiedy mnie zobaczył, przystanął.
 - Panie - skłoniłam się lekko. Lord Mormont odpowiedział skinieniem głowy.
 - Co cię do mnie sprowadza, Cassandro? - spytał. Jego wzrok przez chwilę nerwowo błądził po rzeźbionych drzwiach do głównej sali. Milczałam przed chwilę.
 - Felsaroth mnie przysyła- mruknęłam wreszcie. Mężczyzna spojrzał na mnie dziwnie. Westchnęłam znużona.
 - Zostałaś jego szpiegiem, tak?- spytał, jakby zawiedziony. Prychnęłam.
 - Myślałam, że lepiej mnie znasz, Sir Jorah.
 I odwróciłam się. Ruszyłam w stronę wyjścia, ale zatrzymałam się.
 - Może porozmawiamy gdzie indziej, co o tym sądzisz, panie?- zaproponowałam, jakby od niechcenia. Lord Mormont zmierzył mnie spojrzeniem.

 <Jorah?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz