Jorah zmrużył oczy, przyglądając się uważnie stojącej przed nim kapłance. Wolał nie pytać, skąd ma tak poufne informacje. Nie wiedział, kim jest przybyszka – czy w rzeczywistości kapłanką, czy też szpiegiem. Nie wiedział, czy może ufać jej słowom, choć miał na to wielką ochotę. Jedno jednak wiedział na pewno: jeśli ta kobieta jest w posiadaniu tak pilnie strzeżonych informacji, to musi być kimś wpływowym. A za wpływami podąża niebezpieczeństwo.
Mężczyzna wstał i wyszedł zza stołu obrad. Zbliżył się do kapłanki, nie spuszczając z niej wzroku. Starał się sprawiać wrażenie pewnego siebie i rozluźnionego. Bądź co bądź był u siebie, na swojej ziemi. Nic nie mogło mu zagrozić… W rzeczywistości jednak zastanawiał się gorączkowo, co ma zrobić. Co powiedzieć? Wyrzucenie jej nie byłoby rozsądnym pomysłem, tak samo jak zaproszenie w swoje progi.
Kobieta wpatrywała się w Lorda swymi zimnymi, fioletowo-błękitnymi oczami. Mężczyzna czuł na sobie jej przenikliwe spojrzenie, które zdawało się wyciągać wszystkie brudne sprawki z najciemniejszych zakamarków jego duszy z powrotem na powierzchnię. Rycerz odwrócił wzrok, nie chcąc dłużej patrzeć w te zimne tęczówki, ale dziwne wrażenie wcale nie minęło.
Dopiero po chwili odważył się znów spojrzeć na kapłankę. Skłonił się lekko.
- Musisz mieć, pani, jakiś cel dla którego mówisz mi o tym – odezwał się. – Pozwól, że poproszę cię, byś pozostała jakiś czas tu, w Hammshert. Nie jako więzień, lecz gość – na jego ustach zaigrał delikatny cień uśmiechu. – Ostatnimi czasy doskwiera mi samotność i będę rad, jeśli zgodzisz się towarzyszyć mi choć przez parę dni.
<Ta szaleńcza długość, nieprawdaż, Elciu? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz