-Dobry strzał!-powiedział blondwłosy łowca do Pierwszego Doradcy Królowej Alysanny.
Edhelras nie odpowiedział. Nie zszedł z konia. Skinął na młodego chłopaka, który zajął się zabraniem zdobyczy do siedziby. Zawrócili konie i skierowali się na skraje lasu. Podczas drogi psy zjeżyły się i zaskowytały, kierując pyski na zachód.
Blondyn gwizdnął na nie, chcąc już wracać.
-Czekaj-mruknął Edhelras, odwracając tam konia. Wierzchowiec pokłusował przed siebie, otoczony psami, które warczały złowrogo. Mężczyzna skrzywił się i pociągnął lejce, widząc, że naprzeciw im wychodzi młody, rudowłosy chłopak ze złą twarzą.
Doradca zmierzył go wzrokiem, uspokajając psy.
-Czego?-mruknął, patrząc z pogardą na przybłędę.
Zaraz dołączyło do niego dwóch mężczyzn. Rudy spojrzał na martwego dzika.
-Hałasujecie, płoszycie zwierzęta, a potem w bestialski sposób je zabijacie… To chore-warknął.
Edhelras spojrzał na niego jak na głupiego.
-Kim ty, kurwa, jesteś, by do mnie mówić w ten sposób?-Spojrzał na niego z góry, z pogardą, nie mając pojęcia jak zareagować. Jak śmiał?
<Iltran? Hu de fak ar ju??? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz