piątek, 25 kwietnia 2014

Od Edhelrasa c.d. Iltrana

Był wczesny poranek, gdy w kierunku lasu pognały trzy śmigłe, smukłe konie, których dosiadali mężczyźni zaopatrzeni w łuki. Przed nimi z dzikim ujadaniem biegły wielkie, szybkie i zabójcze ogary. Po dwóch godzinach poszukiwań zaczął się pościg. Psy szczekały, otaczały dużego, rozwścieczonego dzika. Zwierzę miotało się, rzucało łbem, ale psy gryzły, warczały nie dając mu uciec. Jedna ze strzał wbiła się w udo odyńca, kolejna ugodziła go w bok. Krew trysnęła na wydeptany szlak leśny. Wysoki, chudy mężczyzna o trupiobladej, smukłej twarzy i ciemnych włosach napiął łuk, zmrużył powiekę i wypuścił strzałę, która perfekcyjnie ugodziła dzika w głowę. Przebiła czaszkę powalając istotę życia. Psy jeszcze jakąś chwilę ujadały, a potem merdając ogonami otoczyło zdechłego odyńca.
-Dobry strzał!-powiedział blondwłosy łowca do Pierwszego Doradcy Królowej Alysanny.
Edhelras nie odpowiedział. Nie zszedł z konia. Skinął na młodego chłopaka, który zajął się zabraniem zdobyczy do siedziby. Zawrócili konie i skierowali się na skraje lasu. Podczas drogi psy zjeżyły się i zaskowytały, kierując pyski na zachód.
Blondyn gwizdnął na nie, chcąc już wracać.
-Czekaj-mruknął Edhelras, odwracając tam konia. Wierzchowiec pokłusował przed siebie, otoczony psami, które warczały złowrogo. Mężczyzna skrzywił się i pociągnął lejce, widząc, że naprzeciw im wychodzi młody, rudowłosy chłopak ze złą twarzą.
Doradca zmierzył go wzrokiem, uspokajając psy.
-Czego?-mruknął, patrząc z pogardą na przybłędę.
Zaraz dołączyło do niego dwóch mężczyzn. Rudy spojrzał na martwego dzika.
-Hałasujecie, płoszycie zwierzęta, a potem w bestialski sposób je zabijacie… To chore-warknął.
Edhelras spojrzał na niego jak na głupiego.
-Kim ty, kurwa, jesteś, by do mnie mówić w ten sposób?-Spojrzał na niego z góry, z pogardą, nie mając pojęcia jak zareagować. Jak śmiał?


<Iltran? Hu de fak ar ju??? xD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz