wtorek, 29 kwietnia 2014

Od Irisy C.D Joraha


Założyłam niesforny kosmyk swoich miedzianych włosów za ucho i pochyliłam się nad książką, którą przyniósł mi Olyvar. Kątem oka widziałam jak Sir Jorah opuszcza salę tronową wraz z moją matką.
- Piękna.. - dotknęłam opuszkami palców starej, podniszczonej stronicy.
- To księga opowiadająca o losach mojego przodka, samego założyciela rodu Forgety, Torisa I Forgety' ego. Jest dla Ciebie. W ramach prezentu przedślubnego od obecnego, jeszcze, szwagra - młody Lord uśmiechnął się nieznacznie.
- Olyvarze, zawsze będziesz moim przyjacielem - powiedziałam. - Nawet, jeśli nie będziesz już moim szwagrem.
- Nawet, jak zostaniesz Księżną Północy, Iriso? A następnie naszą Królową? Mikkel byłby z Ciebie dumny. On naprawdę Cię kochał - mruknął Olyvar, a jego wzrok powędrował na księgę. Widziałam w jego oczach, że myśli o stracie starszego brata, Mikkela.
- Wiem - westchnęłam i zostawiłam Olyvara samego. Znałam go na tyle dobrze, by wiedzieć, że w chwilach takiej melancholii nie lubi towarzystwa.
- Lady Iriso? - Masilla podeszła do mnie, gdy tylko odstąpiłam od stołu. Widocznie czekała na moment, w którym to zrobię. - Twoja matka, Lady Lorienne, chciałaby zamienić z Tobą kilka słów na osobności, Pani.
- Gdzie mnie oczekuje? - spytałam.
- W swojej komnacie. Sir Jorah udał się na spoczynek - uprzedziła moje pytanie. Uniosłam kąciki ust, odszukałam wzrokiem Caspaina i już miałam iść, gdy coś przykuło moją uwagę. Młody, dwudziestokilkuletni mężczyzna. Jego spojrzenie było utkwione we mnie już dłuższy czas. Nie znałam go; najprawdopodobniej przybył do Thesson wraz z dworem Lorda Mormonta. Odetchnęłam głęboko, zignorowałam nieprzyjemne uczucie, w które mnie wprawił i ruszyłam w stronę komnaty mojej matki. Poruszanie się tym labiryntem korytarzy opanowałam do perfekcji. Znałam każdy zakątek tego zamku.
- Matko? - nie zawracałam sobie głowy pukaniem do drzwi. Weszłam do środka i zamknęłam je za sobą.
- Iriso, dobrze, że już jesteś. Chciałabym z Tobą porozmawiać. Usiądź - Lady Lorienne wskazała na krzesło stojące przy eleganckim, rzeźbionym biurku.
- O czym chciałabyś porozmawiać? Od razu mogę powiedzieć, że pilnuję Caspaina, gdy jest w Thesson. Nie zabija. A przynajmniej nie robi tego często - zapewniłam, wykonując jej prośbę.
- Nie, nie o nim chciałam rozmawiać. Spytam wprost. Sir Jorah Mormont. Twój przyszły mąż. Będziesz w stanie urodzić mu syna? - wbiła we mnie swoje przenikliwe spojrzenie.
- Pytasz o to, czy między nami dojdzie do zbliżenia? - odwróciłam głowę.
- Tak. To bardzo ważne, jak wiesz. Jeżeli będziesz czuła do niego odrazę, to całe małżeństwo zwyczajnie nie ma sensu.
- Urodzę mu syna, który kiedyś zasiądzie na tronie Czterech Królestw. Martwiłabym się raczej o niego, a nie o mnie - odparłam, wzdychając. Nie widziałam żadnej reakcji. Żadnej. I to przyprawiało mnie o czarną rozpacz.
- Córeczko, nie znam mężczyzny, który oparłby się Twoim wdziękom - Lady Lorienne roześmiała się, wstała i objęła mnie. - Jesteś piękna. Nie mam wątpliwości, że przypadłaś mu do gustu.
- Nigdy się tak nie martwiłam o swoją urodę - wyznałam. Matka pocałowała mnie w policzek.
- I tym razem także nie powinnaś się martwić - powiedziała.
(...) Obserwowałam Caspaina. Zachowywał się bardzo spokojnie. To było podejrzane, ale wolałam nie wiedzieć co kryje się za jego opanowaniem. Wolałam nie wiedzieć, czy to jest cisza przed burzą.
- Sir Jorahu? - podeszłam do mężczyzny. Gładził sierść swojego kruczego wilkora.
- Lady Iriso - Lord Mormont wstał i poczekał, aż usiądę. - Czy coś się stało?
- Właściwie.. Chciałabym Ci zadać pytanie. Delikatnej natury - uśmiechnęłam się do niego.
- Postaram się odpowiedzieć.
- Wiem jaka była Twoja reakcja na propozycję mojej matki, Panie. Chcę Ci powiedzieć, że nie musisz tego robić, jeżeli nie chcesz. Nie lubię unieszczęśliwiać ludzi, a czuję, że żeniąc się ze mną, stałbyś się bardzo nieszczęśliwym człowiekiem - spojrzałam mu prosto w oczy. - Proszę, bądź ze mną szczery. Nie chcę, byś się męczył.
(Jorahu? Te rozterki :3)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz