Uśmiechnąłem się do młodej kobiety pobłażliwie. Wybaczyłem jej ten nietakt i skłoniłem się lekko.
-Książę Felsaroth Feinroth Jorsen, już wkrótce dziedzic tronu Królestwa Zachodu. Bardzo mi miło.-Ująłem w dłoń jej drobną rączkę, muskając ją wargami.
Kobieta spojrzała na mnie dużymi, granatowymi oczyma. Lśniły jak szafiry. Była nadzwyczajnie piękna.
-Proszę mi wybaczyć… Jestem tutaj pierwszy raz-powiedziała, a jej blade policzki pokryły się delikatnym różem.
-To nic. Jak się Pani tutaj podoba? Klimat jest nieco odmienny niż na południu, ale myślę, że nie przeszkadza to Księżnej jakoś specjalnie?-zapytałem, nie mając pojęcia o czym z nią rozmawiać. Dyskusja o klimacie była tak samo beznadziejna jak o pogodzie, ale cóż, lepsze to niż niezręczna cisza.
-Chyba nie, gorzej by było na północy. Nie przepadam za… zimnem.-Spuściła wzrok, wpatrując się w soczystą trawę po drugiej stronie ścieżki.
-A jak minęła Księżnej podróż? Gościńce są raczej przejezdne i bezpieczne. Mam nadzieję, że nie było problemów…
Cholera! Umiałem rozmawiać z każdym, ale ona była… nietypowa. Zupełnie inna niż reszta kobiet. W jej oczach czaiło się coś, czego nie potrafiłem zidentyfikować, ani nazwać. Chyba czeka mnie długa droga, by dojść z nią do jakiegokolwiek porozumienia…
<Alysanne? Tak bardzo brak weny.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz