wtorek, 22 kwietnia 2014

Od Argony c.d. Eony

Lekko wychyliłam się zza masywnego głazu. Patrzyłam jak dwóch mężczyzn wychodzi z lasu. Mój cel niósł na ramionach jakąś dziewczynę. Szlag. Nie mogę użyć łyku, bo zasłonił się jej ciałem! Trzeba będzie podejść bliżej... Wstałam i bezszelestnie przemknęłam do lasu. Biegłam pomiędzy drzewami tak, by nie ujrzeli mnie mężczyźni maszerujący do obozu. Gdy byłam niemal bezpośrednio za nimi wyszłam spomiędzy drzew i zaczęłam przemykać się od kamienia do kamienia wystającego z ziemi. Nagle zaczął padać śnieg, co zmusiło mnie do zwiększenia tępa i trzymania się bliżej celu. Wkrótce niemal się z nimi zrównałam.
Jeden z mężczyzn przystanął. Musiał ujrzeć kątem oka jak przebiegam. Znieruchomiałam, stając się niemal niewidzialna pod moją peleryną.
- Widziałeś kogoś Denir? - zapytał rozglądając się uważnie dokoła
Jego kompan również przystanął i położył dziewczynę na ziemię. Dopiero teraz zauważyłam, że jej noga jest omotana bandażem. Ktoś musiał ich zaatakować, ale tylko ona odniosła obrażenia.
- Kogo? - również zaczął się rozglądać, dobył miecza
Teraz mogłam już użyć łuku. Powoli wyciągnęłam strzałę z kołczanu i założyłam na cięciwę. Wiedziałam, że mam tylko jedną szansę. Przygotowałam się psychicznie. Wyjrzałam jeszcze raz i wychyliłam się w całości. Błyskawicznie wycelowałam i wystrzeliłam, po czym od razu upadłam na ziemię i doturlałam się za drugą skałę. Usłyszałam jęk i dźwięk uderzającego o ziemie ciała. Drugi mężczyzna krzyknął.Już wiedziałam, że to był dobry strzał. Operację powtórzyłam jeszcze raz, ale tym razem strzał nie był taki celny. Mężczyzna próbował odskoczyć i grot utkwił głęboko w ramieniu. Upadł. Nie było sensu marnować kolejnych strzał. Dobyłam katanę i z nią w ręku podeszłam do żołnierza. Próbował dobyć swoją broń, doturlać się, ale nie był w stanie się ruszyć. Raczej z przerażenia niż bólu. Przyłożyłam mu miecz do gardła i jednym płynnym ruchem ukróciłam jego cierpienia. Wtedy usłyszałam cichy jęk. To tamta dziewczyna musiała się obudzić. Podeszłam do niej i spojrzałam na nią. Miała otwarte oczy, a gdy tylko weszłam w jej pole widzenia spróbowała dobyć sztylet. Przyłożyłam jej do gardła katanę i spojrzałam w oczy.
- Nie bierz tego do siebie - mruknęłam - Po prostu nie mogę pozwolić byś doniosła co zrobiłam z twoimi przyjaciółmi.
- To nie byli moi przyjaciele...
W jej głosie nie było strachu. Mówiła prawdę. Odsunęłam katanę od jej gardła.
(Eona?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz