-Nie martwię się, Panie.-odpowiedziała cicho. Kłusowali spokojnie przez las. Rzadko jeździła konno a uwielbiała to zajęcie. Babka twierdziła, że jazda konna nie jest dla dam. Spojrzała na niego. Młody, pełen życia. Współczuła mu bardziej niż sobie. Musi mu powiedzieć.
-Wie Pan o naszym ślubie prawda?-spytała cicho. Książę Felsaroth niemalże zakrztusił się powietrzem.
-Co?-spojrzał na nią. Cała dworska etykieta zeszła na drugi plan.
-Sanna!-jej babka biegła a przynajmniej starała się biec w jej stronę.-Sanna, szybko!
-Przepraszam.-spojrzała na niego przepraszająco i ruszyła galopem w stronę zamku. Zeskoczyła z konia gdy znalazła się na dziedzińcu, wodze oddała stajennemu. Pobiegła do komnaty jej i babki. Otworzyła z impetem drzwi.
-Co się stało?-usiadła przy stole przy którym siedziała już Lady Aelinor i towarzyszące jej służki.
-Zostawcie nas same.-powiedziała cicho. Zbyt cicho jak na nią. Kobiety wyszły.
-Powiedz mi co się stało.-rozkazała chłodnym tonem.
-Rządy na Północy.-zaczęła.-I Południu objął Jorah Mormont, syn Jeora. Nie wiem jak ale dowiedziano się o Twoim istnieniu i pobycie. Czarne płaszcze, armia, myśliwi i psy a nawet zwykli chłopi szukają Cię w całych czterech królestwach. Za Twoją głowę wyznaczono nieprawdopodobną sumę.
Sanna zasłoniła usta dłonią by nie krzyknąć.
-Musisz uciekać.-starsza kobieta chwyciła jej dłoń. W jej oczach widać było strach.
-Gdzie?-Sanna spojrzała w jej zamglone łzami, szaro-niebieskie oczy.-Sama mówiłaś, że szukają mnie wszędzie. Moje oczy są charakterystyczne, włosy...Znajdą mnie. Zostanę z Tobą. Będę walczyć.
-Nie jesteś cholernym żołnierzem!-Lady Aelinor uderzyła pięścią w stół. Rzadko okazywała gniew.-Ukryję Cię gdzieś, wszystko będzie dobrze.
Sanna potaknęła. Wiedziała co ma robić.
***
Upewniła się, że wszyscy spali. A bynajmniej większość dworu.
Związała włosy w warkocz i oplotła dookoła głowy. Zdjęła z siebie szaty książęce i założyła ubożej wyglądającą suknię. Zarzuciła na siebie płaszcz. Kaptur naciągnęła szczelnie na głowę, tak by nie było widać włosów. Wzięła nóż, trochę złota i naszyjnik matki. Żeby szczęście jej sprzyjało.
Skierowała się w stronę miasta. Zaczepiła jakiegoś chłopa pakującego jeszcze worki z owsem na wóz.
-Gdzie zmierzasz?-spytała cicho.
-Emhart Derum.-odparł oschle. Idealnie, tam właśnie chciała się dostać. Wcisnęła mu w rękę parę monet. Chciała wskoczyć na wóz ale mocne szarpnięcie za ramię uniemożliwiło jej to. Odwróciła się z gniewem w oczach i źrenicami jak u żmii. Napotkały one znany już błękit.
<Felsaroth? Taka drama>
Dramy bardzo ;-; Huhhhuhu, a co ma Edhelrasek robić? ;-; Władza uderzy mu do głowy, gdy zbyt długo nie będzie królowej.
OdpowiedzUsuńODBIĆ JEJ W KOŃCU TO POŁUDNIE. XD
UsuńJAK XD Ma zabić Dżorahhhha czy dyplomacja i ugody? xD
UsuńA to już jak Tobie wygodniej XD
UsuńDyplomacja i ugody xD
OdpowiedzUsuńChciałbyś xDDD Jorah obudzi się w cyjankiem w dupie xDD
UsuńCzekam z niecierpliwością xD
Usuń