Uśmiechnęłam się delikatnie do mężczyzny i odwzajemniłam ukłon.
- Sir Jorahu, jedyną usługą jaką można nam wyświadczyć jest zachowanie pogodnego nastroju - zażartowałam, a na kąciki Lorda powędrowały odrobinę w górę. Pierwszy sukces. - Jestem zaszczycona, mogąc gościć w swoich progach samego Księcia Północy i jego dwór.
- Schlebia mi Pani - powiedział Lord Hammshert.
- Mam nadzieję, że nie jest to dla Pana krępujące - odparłam, wskazując na stojącą po mojej prawej stronie kobietę. - Moja matka, Lady Lorienne Valris, Lady Princeton. Zdążyliście już poznać się listownie, jak mniemam.
- Tak. To była całkiem.. Owocna konwersacja - mruknął Sir Jorah, jednak wyraz jego twarzy nie zmienił się ani odrobinę. Nie umiałam rozpoznać jego reakcji na mój widok.
- Oraz mój brat, Lord Caspain Cane Valris, Lord Tourine, zwany Ognistym Sercem - przedstawiłam swojego bliźniaka. Ukradkiem widziałam jego charakterystyczne, kpiące, niepokorne, a zarazem złowrogie spojrzenie.
- Oraz Krwawym Cieniem - dokończył Lord Mormont. Utkwił swój wzrok w Caspainie. Nie było w nim pogardy, strachu, obrzydzenia. Jedynie szacunek. Uśmiechnęłam się szerzej.
- Podejrzewam, że jesteście bardzo zmęczeni podróżą. Zapraszam zatem całą Twoją załogę, Lordzie, do komnat, po rozładunku. Moi ludzie we wszystkim pomogą. A Ciebie samego, Sir Jorahu, zapraszam do naszej sali tronowej. Zapewne zamierzasz zamienić kilka słów z moją matką - już miałam zamiar ruszyć przed siebie, gdy nagle jeden z towarzyszy Sir Joraha wystąpił w moją stronę. Podszedł blisko, bardzo blisko. Spojrzał mi prosto w oczy. W pierwszej chwili byłam zaskoczona, ale w końcu się rozluźniłam. Posłałam starcowi szczery, ciepły uśmiech. Mężczyzna pokiwał z zadumie głową, odwrócił się i zaczął iść w kierunku budynku. Najprawdopodobniej nie był to jego pierwszy pobyt na Wschodzie.
- Pomyślnie przeszłam tą próbę, Panie? - zawołałam za nim. Staruszek zatrzymał się i uśmiechnął. Przeniosłam wzrok na wilkora przy nodze Sir Joraha.
- Zwierzę może wejść do środka, to nie stanowi problemu - uprzedziłam jego pytanie i pewnym krokiem weszłam do zamku. Tylko stukot butów za moimi plecami upewnił mnie, że wszyscy za mną podążyli.
- Wolniej - rzucił z rozbawieniem Caspain. - Nie stresuj się tak. Bądź sobą, a na pewno się Tobą zauroczy.
- Obyś miał rację - westchnęłam i faktycznie zwolniłam. Weszliśmy do sali tronowej. Pierwsze wrażenie? Człowiek nieprzystępny, raczej zdystansowany, zdyscyplinowany. Dojrzały, zarówno osobowością, jak wyglądem. Było w nim coś męskiego, coś.. Coś, czego nie umiałam zrozumieć. Wszyscy moi kochankowie nie mieli trzydziestu lat. A teraz miałam wyjść za człowieka trzydziestoczteroletniego. I nie ukrywam, pociągało mnie to, jak może zachowywać się mężczyzna w tym wieku. Mężczyzna doświadczony i żyjący ze świadomością, że wie, czego chce, czego oczekuje.
(Joraszku? Oczekuję rewanżu :P)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz