poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Od Avy


Kończyłam czyszczenie kuźni. Przerwało mi nagłe szarpnięcie w tył. Gwałtownie się odwróciłam. Suzanna stała naprzeciw mnie ze sztyletem. Jej oczy płonęły szaleństwem i złością.
- O co ci chodzi? - zapytałam spokojnie. Ona jednak nie chciała spokojnie rozmawiać. Rzuciła się na mnie, przygniatając mnie do ściany.
- Nie odbierzesz mi majątku głupia jędzo! - wrzasnęła, przykładając mi ostrze do gardła. Gorączkowo zaczęłam się rozglądać za czymś, czym mogłabym się obronić.
- Suz, uspokój się - powiedziałam. Postanowiłam grać na czas. W tamtej chwili zauważyłam stos świeżo wykutych sztyletów. Kopniakiem odepchnęłam napastniczkę, po czym doskoczyłam do stosu. Wzięłam stamtąd 2 sztylety, po czym przystąpiłam do samoobrony. Rozpoczęła się walka na śmierć i życie. Szło mi dobrze. Do momentu, aż nie stanęłam między nią, a piecem. Suzanna rozpoczęła wściekłą szarżę. Nie zdążyłam umknąć. Po chwili poczułam piekący ból w lewym oku.
- Ty szmato... - wyszeptałam. Znowu zaczęła się szarpanina, tym razem to ja byłam górą. Suz zaczęła się cofać w kierunku ognia w piecu. Przez jej nieuwagę zapaliły jej się włosy.
Suzanna spaliła się żywcem.
Podeszłam do lustra, przyglądając się krwawiącej kresce na oku. Obmyłam ją wodą, po czym wyszłam przez okno i pobiegłam przed siebie.
Już nigdy tu nie wrócę.

*4 lata później*

Z kieszeni wyjęłam ostatnią złotą monetę, trofeum z napadu na karczmę. Muszę zdobyć pieniądze, prędko. Byłam na południu, nietrudno będzie tu coś znaleźć. Postanowiłam przez las udać się do portu, tam coś zdobędę. Pogwizdując szłam leśną ścieżką, rozglądając się po okolicy. Wszędzie były tylko drzewa. Same nudy. Gdy zauważyłam przed sobą postać, natychmiast przestałam pogwizdywać znajomą melodyjkę.

<William?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz