- Ku*wa - westchnąłem, podchodząc do kapłanki. Chwyciłem ją za podbródek i łagodnie skierowałem jej twarz w moją stronę, zmuszając do kontaktu wzrokowego. W takiej sytuacji.. Zrobiłem jedną z tych trzech rzeczy, które potrafiłem najlepiej. Pocałowałem ją. Tak po prostu, delikatnie. Zaledwie posmakowałem jej ust.
- Caspainie.. - wyszeptała Eilistraee, chwytając mnie za koszulę. Przyciągnęła mnie bliżej siebie. Znowu ją pocałowałem. Tym razem bardziej stanowczo. Za każdym muśnięciem jej warg, pogłębiałem nasz pocałunek. Pchnąłem kobietę na łoże. Pochyliłem się nad nią i zacząłem całować jej twarz, szyję, obojczyk. Moje ręce wędrowały po jej ciele. Eilistraee pojękiwała cicho, leżąc pode mną z przymkniętymi oczami. W pewnym momencie, położyła dłonie na moim torsie i zatrzymała mnie.
- Proszę - wyszeptała. Gwałtownie się podniosłem, wziąłem leżący obok niej sztylet i wyszedłem. Mój wzrok stał się rozbiegany, niebezpieczny. Potrzebowałem kogoś tej nocy. Kobiety. Chciałem Eilistraee, ale ona mi odmówiła. Nie zamierzałem ani prosić, ani gwałcić. Rozejrzałem się po sali tronowej. Ludzie śmiali się, rozmawiali. Zatrzymałem spojrzenie na Sir Jorahu. Musiałem wyglądać w tym momencie na złaknionego krwi, ponieważ wstali oboje, on i Irisa. Przewróciłem oczami i wyszedłem. Jedyne, czego w tym momencie pragnąłem to pięknego, chętnego kobiecego ciała. Enny ze mną nie było. Chwyciłem stojące na stole wino i zabrałem je na balkon. Oparłem się o balustradę, popijając gorzkie, wytrawne wino.
(Eilistraee?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz